Wywiady

Kuba Wandachowicz: Robimy festiwal na kredyt

"Marzy mi się, by ten festiwal miał taką rangę, żeby lansował wykonawców muzyki niezależnej, ale nie wiem, czy to jest w naszym zasięgu".

Piotr Strzemieczny

Zdjęcie Sandra Sygur

W dniach 26-27 sierpnia odbędzie się w Łodzi druga edycja festiwalu, który stał się kultowy jeszcze zanim na dobre zaistniał. Tak Domoffon określają jego pomysłodawcy i organizatorzy. Pomimo pewnych przeszkod i trudności (które można zamknąć w jednym krótkim słowie - kasa) znów stanęli na wysokości zadania. Ciekawy line-up, kilka imprez towarzyszących, ale przede wszystkim przywrócenie miasta włókniarzy na stałe festiwalowej mapie Polski.

Z Kubą Wandachowiczem porozmawialiśmy zarówno o Domoffonie jak i jego działalności muzycznej. Bo dzieje się i dziać będzie jeszcze więcej jesienią.

Czytaj rozmowę poniżej

Noisey: Z jednego dnia do dwóch. Rozrósł się Domoffon.
Kuba Wandachowicz: Tak naprawdę, to tak miało być od początku. W ubiegłym roku też planowaliśmy dwa dni, tylko że mieliśmy przygody z pieniędzmi. Dostaliśmy ich bardzo mało, ale stwierdziliśmy, że tak czy inaczej robimy ten festiwal, nawet jeśli będzie on trwał jeden dzień. On nigdy nie miał tyle trwać, ale wszystko było związane z ograniczeniami finansowymi. Teraz mamy więcej pieniędzy, ale nadal trzeba mówić o ograniczeniach, bo to nie są kwoty, które pozwalałyby nam spokojnie patrzeć na całe przedsięwzięcie. Liczymy, że Domoffon wypali, choć nie wiemy, czy wypali akurat finansowo. Chciałbym, bo festiwale powinno się planować dopiero od dwóch dni, a nam się marzą trzy.

Pomaga wam Łódzkie Centrum Wydarzeń.
Pomaga, ale kwota nie jest spora, to minimum potrzebne do zrobienia czegokolwiek, choć przypadki takich festiwali jak OFF operują zupełnie innymi pieniędzmi. To miliony, tak jak miliony otrzymał festiwal Transatlantyk na wydarzenia, na które praktycznie nikt nie przyszedł.

Oczywiście, że Łódzkie Centrum Wydarzeń nam pomaga i jesteśmy tej instytucji bardzo wdzięczni, ale po cichu liczyłem, że przedstawiciele miasta wykażą większe zainteresowanie tym projektem. W ubiegłym roku sami byliśmy zdziwieni finalnym efektem - że to się udało, że przyszło tyle osób, że mieliśmy zajebiste recenzje, otrzymaliśmy też lokalne nagrody. W tym roku dostaliśmy podwojenie ubiegłorocznej stawki i możemy zrobić festiwal dwudniowy, ale i tak - w porównaniu z podobnymi festiwalami w innych miastach - to są naprawdę niewielkie kwoty i musimy, podobnie jak w zeszłym roku, sporo się nagimnastykować, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik.

Ale The Fall czy Helenę Hauff udało się ściągnąć.
Tak, ale chodzi mi o to, że nie mieliśmy komfortu psychicznego przy organizacji. Że mamy tyle pieniędzy, aby zrobić to czy tamto. Robimy festiwal na kredyt, to nie jest takie różowe, jak innym się wydaje. Za pomoc oczywiście wszystkim dziękujemy, doceniamy ten wkład, ale i tak będziemy musieli dalej szukać sponsorów. To nie jest festiwal mainstreamowy, my byśmy nie chcieli mieć sponsora tytularnego.

Mimo problemów finansowych udało się wam ściągnąć ciekawych artystów, z prawdziwą legendą na czele. W tym roku powielacie schemat, ale zamiast The Fall przyjedzie Wire. I do tego z nową płytą!
Takie było założenie, że mamy sięgać po rzeczy niszowe, ale także i legendy - jak The Fall czy Wire. Ludzie zdają sobie sprawę z istnienia zespołu Wire, ale to nie jest aż tak popularny zespół, który jest na okładkach czasopism, a przecież na nich powołują się współcześni muzycy! Niedawno umieszczałem na stronie Domoffonu link z koncertu Wire i St. Vincent, na którym ona mówiła, że Wire to dla niej jeden z podstawowych zespołów, jeśli chodzi o edukację muzyczną.

Pamiętam kilka lat temu zajawkę na Fischerspooner, wszyscy jarali się utworem "15th", ale nie wiedzieli, że to kawałek Wire. Dużo jest zespołów, które kiedyś były popularne, a dziś znajdują się tylko w kręgach zainteresowania pasjonatów tego rodzaju muzyki. Wydaje mi się, że trzeba to zmienić i pokazywać takie zespoły, bo nadal mają bardzo fajne płyty.

OK, ale Domoffon to nie tylko Wire. To także Omar Souleyman, U.S. Girls.
Jak byłem na OFF Festivalu, Omar występował chyba pierwszy raz w Polsce. Niedawno grał w Warszawie. Dla mnie to bardzo interesujące zderzenie w kontekście nawet geopolitycznym. Artysta z Syrii z przekazem ogromnej i wzajemnej miłości wystąpi w Łodzi, jednym z najbardziej ksenofobicznych miast w kraju. Nie czuję, żebym spełniał jakąś misję. Łódź była przecież wielokulturowa, dziś stała się ksenofobiczna i rasistowska, a przyjedzie do nas przedstawiciel kultury Islamu. Jestem przekonany, że będzie ogromne szaleństwo pod sceną.

Nie wiem czy przyjadą No Joy. Okazało się, że zespół być może odwoła swoją europejską trasę, przez co musimy szukać zastępstwa. Bardzo ich lubię i przez to jest mi smutno z tego powodu.

U.S. Girls to artystka, którą lubię od wielu lat. Kiedyś robiła bardziej noise'owe rzeczy, artystyczne, interdyscyplinarne. Nagrywała noise'owe płyty, a teraz wydała album z samplami kawałków z kanonu popkulturowego z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Jest normalny bit, przez co utwory są bardziej przyswajalne. No i nagrywa dla 4AD, czyli wytwórni, którą od dziecka obserwowałem.


Jesteśmy też na Facebooku - polub fanpage Noisey Polska, żeby być z nami na bieżąco



Kolejnym headlinerem, bardzo w Polsce popularnym, jest Zola Jesus. Ona też wystąpi w Łodzi.
Zola faktycznie jest chyba najbardziej u nas rozpoznawalna. Też ją lubię i podoba mi się, że jej twórczość trafia do dużej liczby osób. To też jest momentami eksperyment i noise, ale bardziej przyswajalny niż nagrania SHXCXCHCXSH, którzy też grają noise. Zola jest osobą mocno zaangażowaną w literaturę i sztukę i można powiedzieć, że to oferta bardzo ambitna. Ideą tego festiwalu jest łączenie bardziej masowych rzeczy z muzyką niszową, inną, ambitną.

Z jednej strony zapraszacie wykonawców o uznanej marce, z drugiej artystów, którzy już w Polsce wystąpili, niekiedy nawet niedawno, jak właśnie SHXCXCHCXSH.
SHXCXCHCXSH przyjadą akurat z nową płytą, więc koncert będzie się różnił od ubiegłorocznego. Mamy określony budżet, więc nie możemy sobie pozwolić na każdego artystę. Z drugiej strony, większość muzyków już w Polsce grała, Davida Bowie już nie zaproszę. Ciężko kogoś sprowadzić premierowo do kraju. Tak się teraz nad tym zastanawiam, ale nic mi nie przychodzi do głowy.

To są projekty mocno niszowe. SHXCXCHCXSH nie jest zespołem, a szkoda, który poleci w radiu.

Są wykonawcy zagraniczni, ale nie zapominacie o polskich artystach. Między innymi Kurws, Kaseciarz...
Mamy Kurws, mamy Kaseciarza. Zaprosiliśmy Joannę Szumacher i Pawła Cieślaka z takim bardzo fajnym projektem Kopyta Zła (więcej o ich albumie), wystąpi też TRYP, czyli ja z kolegami po dużej przerwie. Jest Łona i Webber, Super Girl & Romantic Boys, Hoszpital, Demolka, Formacja Cmentarz, czyli zespół dla mnie wręcz kultowy, ze świetnymi tekstami. Coś wyjątkowego.

Będzie Better Person, czyli taki koleś, którego chwalą nawet w Stanach, Niemoc. Może będziemy musieli zastąpić No Joy i to dwukrotnie, bo oni mieli wystąpić dwukrotnie - koncertowo i w dj-secie. Będą też genialni techno-artyści: Lakker, Kobosil, Dax J, Anja Kraft, Paryss, Six, czyli kolega, który prowadzi sklep Skylark. Wixapolu nie trzeba nikomu przedstawiać. Samogęste to dj-e, którzy robią u nas co miesiąc imprezy. Uważaj Jak Tańczysz, czyli dj-skie popisy naszego bookera Pawła Trzcińskiego z kolegą.

Wspomniałeś o Pawle Trzcińskim, a współpracujecie przecież razem, bo bookingiem zajmuje się Distorted Animals.
Paweł robi większość bookingów, bo są wyjątki, jak Demolka czy TRYP, Hoszpital, czyli zespoły, które dobrze znamy i nie musimy tego robić przez managementy.

Gdy mam pomysł na bukowanie, to przedstawiam go Pawłowi. To dobre rozwiązanie, bo ja mam dużo innych obowiązków, nie dublujemy się, a on ma doświadczenie w tego typu działaniach. W końcu zajmuje się bookingiem na OFF Festivalu, w Warszawie robi cykle Distorted Club. Jest w tym dobry, dlatego tym się zajmuje.

Paweł zaprosił tez zespoły, którym robi management i bookingi. Domoffon to inicjatywa robiona przez kumpli. My w DOM-u znamy się od wielu, wielu lat. Wiktora Skoka znam od... 34 lat.

A nie wystąpi na festiwalu!
Nie wystąpi. Zaproponowaliśmy mu, ale odmówił. Wiktor ma, wydaje mi się, dobre podejście, bo będzie się zajmował jedną ze scen i ogarniał kiermasz wytwórni płytowych. Ja robię wiele rzeczy jednocześnie i zobaczymy, czy się uda.

Jak na tak duże miasto, bo blisko 700 tysięcy, macie małą reprezentację lokalnych wykonawców grających na Domoffonie. Jest Demolka, Tryp oraz Joanna Szumacher i Paweł Cieślak.
Czy ja wiem, czy to jest mała reprezentacja?

Na dwudziestu kilku wykonawców?
No dobrze, racja. Ale ja nigdy nie pojmowałem tego festiwalu jako wydarzenia tylko dla łódzkich wykonawców. To ma być festiwal artystów, którzy mi się podobają. To impulsy, to wypadkowa naszych możliwości finansowych i bukingowych. Są artyści, których chcieliśmy zaprosić, ale się wysypali, bo mieli inne terminy. Mamy odgórną tezę, że chcemy robić niszowe rzeczy, ale wszystko jest podyktowane pieniędzmi i naszymi możliwościami.

Myślisz, że Domoffon będzie odskocznią dla tych mniej znanych wykonawców?
Chciałbym, żeby tak było. Robiliśmy koncert zespołu Niemoc w klubie i przyszło około 80 osób. Tutaj wystąpią, a przyjdzie dużo więcej ludzi i ich zobaczy. Będą mieć niezłą promocję. Marzy mi się, by ten festiwal miał taką rangę, żeby lansował wykonawców muzyki niezależnej, ale nie wiem, czy to jest w naszym zasięgu. By Domoffon stawał się marką coraz mocniejszą i bardziej rozpoznawalną. Zapraszać coraz większych artystów.

Łódź, jak sam wspomniałeś, jest miastem dość dużym, a dodatkowo ma bardzo ciekawą i różnorodną scenę muzyczną, a festiwali jakoś nie było. Była Pepsi Vena, ale to szybko się zakończyło w dość dziwnych okolicznościach. Jest festiwal Soundedit, ale on jest mocno sprofilowany. Festiwalu jak OFF czy Tauron w Łodzi nie było i nie ma i wydaje mi się, że trzeba to naprawić. Mam nadzieję, że samo miasto przekona się bardziej do naszego projektu.

Wspomniałeś o targach płytowych, ale żadnych informacji w internecie jeszcze nie ma.
Jeszcze nie ma i sam nie mogę za dużo powiedzieć, bo wszystkim zajmuje się Wiktor Skok. Mamy też taką politykę informacyjną, że wszystko dozujemy. Dzięki temu mamy pretekst, by zachęcać do kupna biletów. Wszystko ujawniamy stopniowo, pewnie lada dzień wszystko się na facebooku pojawi. Ale kiermasz będzie w sobotę, od rana do dwudziestej. Tak jak w ubiegłym roku, na ulicy Piotrkowskiej. Nie mam od Wiktora świeżych informacji, ale podejrzewam, że wystawców już ma umówionych.

Będzie też kino.
Będzie, będzie. Tak jak rok temu, umówiliśmy się z Maćkiem Piaseckim z VICE Polska, że on wybierze filmy, które zostaną u nas pokazane. Codziennie dwie-trzy godziny z dokumentami. Te filmy nie są jeszcze przetłumaczone, więc musimy się tym zająć. Myślę, że czytelnicy Noisey to wiedzą, ale dokumenty VICE są naprawdę świetne.

TRYP, foto Karolina Breguła

Teraz coś bezpośrednio związanego z tobą - TRYP. W mniejszym składzie niż sześć lat temu.
Nie no, nie w mniejszym. Nadal kwartet, ale mamy zamianę. Mogę teraz zdradzić wielki sekret, bo nikomu tego nie ujawnialiśmy. Pawła Cieślaka zastępuje Piotrek Połoz z Psychocukra. Obecnie mamy próby, nawet dziś wieczorem spotykamy się tutaj na sali (wtorek, na Offie - przyp. red.) i mogę powiedzieć jedno - jest bardzo fajnie.

Paweł Cieślak jest bardzo zajętym człowiekiem. Ma dużo pracy, dużo na siebie bierze i ma dodatkowo dwójkę dzieci. Z Asią Szumacher robi teraz ten projekt Kopyta Zła i przygotowania zajmują mu pewnie bardzo dużo czasu. Z doświadczenia wiem, że z wiekiem coraz ciężej ze znalezieniem wolnej chwili na próby. Też mam dziecko, nie mam tyle bagażu co Paweł, a ten czas jest mi bardzo ciężko znaleźć. Ale mamy bardzo dobrą zabawę, gdy się razem spotykamy. No i chciałbym jeszcze dodać, że piątek, kiedy będziemy grać na Domoffonie, zamierzamy wypuścić epkę.

Epkę czy singiel?
Chyba jednak epkę. Mamy nowe numery, dwa są skończone, trzeci skończymy i zrobimy czwarty, a jak nam się nie uda, to może Piotrek Połoz zrobi remix.

Muszę to dokładnie zaznaczyć, bo to dla mnie bardzo ważna kwestia. Całą oprawę wizualną i graficzną robią nam studenci z filmówki i ASP. To moja prywatna idea, żeby wykorzystywać młode talenty z łódzkich szkół artystycznych, bo takich u nas jest dużo i moim zdaniem to duże dobro tego miasta, że do Łodzi przyjeżdżają ludzie z całego kraju, czasem i spoza. Filmy reklamowe robi nam Agata Mariańska i Paweł Giza, bardzo zdolni studenci z filmówki, a plakaty i oprawę graficzną Sandra Sygur z ASP. Z Pawłem Gizą umówiliśmy się, że do nowych utworów TRYP przygotuje wizuale, które być może posłużą jako klipy. Wszystko umieścimy w internecie. Mam nadzieję, że to będzie duży powrót TRYP.

Długo kazaliście czekać na nowe nagrania.
Długo, oj długo. Naprawdę mieliśmy dużo na głowie. Ja długo chorowałem, właściwie nic nie robiłem. Potem grałem z Dorotą Masłowską i to mi wystarczało za alibi do moich artystycznych dokonań (śmiech). Paweł był mocno zapracowany, Marcin Pryt zajął się 11 i 19 wiosen, też pracuje, a z wiekiem jest coraz ciężej. Nie da się jednak tego muzycznego głodu zaspokoić, więc było pewne, że prędzej czy później do tego grania powrócimy.

Pierwsza płyta, wydana w 2011 roku, była konceptualna. Czy teraz też mamy spodziewać się albumu sprofilowanego?
Tak, ale tutaj nie chcę wyręczać Marcina Pryta, bo to on zajmuje się tekstami. Ja tylko gram i śpiewam. Tytuł płyty to "Nagie Serce". O nazistach i szpitalu psychiatrycznym nic już nie będzie. Taka była tematyka "Kochanówki". To też fajna historia, bo od tej płyty rozpoczęły się starania Marcina, żeby powstały tablice upamiętniające mord na chorych psychicznie i ta tablica teraz wisi w Kochanówce na Aleksandrowskiej. Ta historia to bardzo przyjemny finał.

Macie już wydawcę?
Nie, ale nie wiem, czy w ogóle będziemy go mieć. Myślimy sobie, że może Antena Krzyku, może Requiem Records, ale samo wydanie płyty problemem nie jest. Żeby dobrze to zrobić - już tak. Wiadomo - promocja, ale to nie jest rzecz, która miałaby być w Empiku na półkach.

To znaczy mogłaby być w Empiku, ale kanały dystrybucji tak się teraz pozmieniały, a moje oczekiwania wobec rynku muzycznego też uległy zmianie. Ja chcę nagrać dobrą płytę i wydaje mi się, że wtedy to się obroni. Nie zależy mi na pieniądzach z tego tytułu, chciałbym grać koncerty, bo to jest najprzyjemniejsza rzecz, że można z tym materiałem jeździć po kraju, grać go i prezentować innym. A pieniądze może jakoś się znajdą, przy okazji.

Mam nadzieję, że po koncercie na Domoffonie dostaniemy kopa i zainteresujemy sobą organizatorów koncertów. Udostępnimy epkę i zobaczymy. Wiesz też, jaka jest sytuacja koncertowa w Polsce... Koszmarna. Znam ją z obu stron, bo grałem koncerty i organizuję koncerty. Ambitne projekty mają w tych czasach pod górkę.