Sonar - Pętle

Andrzej Cała

Andrzej Cała

Zaczyna się jak soundtrack Komedy do filmu Romana Polańskiego, pośrodku zahacza o brytyjski wysmakowany pop lat 90., hip-hop spod znaku Native Tongues, a kończy… Kończy niedosytem, że to już.

Rok temu Sonar Soul (Łukasz Stachurko) wybrał się z Wojtkiem Urbańskim na Rysy. Z powodzeniem, bez żadnego potknięcia cel osiągnęli. W tym roku obrał cel trudniejszy. O ile bowiem w połowie instrumentalne wycieczki w rejony elektroniki i ambitnego popu nie są (już!) na polskiej scenie niczym niebywałym, to projekt którego punktem wyjścia a zarazem punktem ostatecznym ma być szeroko pojmowany soul - o, to zdarza się niezwykle rzadko. W dodatku oparty w całości o polskie teksty.

Poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Ale od początku w ten projekt wierzyłem. Od początku czułem, że jeśli to ma się udać to właśnie pod okiem Łukasza i pod szyldem U Know Me Records, czyli tego rodzimego labelu, który sam w sobie jest gwarancją świeżości, klasy, brzmienia z Polski ale na poziomie międzynarodowym.

Jeśli obawy były to dotyczyły one debiutującej wokalistki Leny Osińskiej i tekstów. Czym innym jest bowiem kilka singli, spójna epka, a czym innym longplay w pełnym tego słowa znaczeniu. Wystarczył na szczęście tylko jeden odsłuch całości, by balonik oczekiwań wzleciał w górę wystawiając "Pętlom" ocenę bardzo dobrą zamiast z hukiem opaść. Bo Lena jest dziewczyńsko urocza i świeża, a Holak jak na bardzo młodego faceta pisze zaskakująco dojrzałe teksty. Umie uchwycić codzienność w sposób nieszablonowy, unikając patosu, grafomanii. Jest wiele momentów, gdy odruchowo jako słuchacz uśmiechasz się pod nosem i myślisz "o kurczę, to dobre!", a brakuje takich, gdy łapiesz się za głowę z załamaniem. Wracając jeszcze do wokalistki - ją należy docenić przede wszystkim za pewną wstydliwość i umiar. Lena nie próbuje na siłę być gwiazdą soulu / r&b à la Erykah Badu czy Mary J. Blige. Umiejętnie operuje głosem, emocjami, świadoma własnych ograniczeń, braków.

O ile dla Osińskiej to świetny debiut, w przypadku Sonar Soula mamy do czynienia z kolejnym krokiem naprzód w producenckiej karierze. W tym wypadku można nawet napisać kompozytorskiej, bo nie mamy przecież do czynienia z instrumentalami, a piosenkami z prawdziwego zdarzenia. Wysmakowanymi, świetnie zaaranżowanymi, rozpozcierającymi się między jazzującym, filmowym klimatem, połamaną elektroniką, ciepłym hip-hopem, na future soulu wcale nie kończąc. "Pętle" łączą stare i nowe, ludzkie i komputerowe, przyziemne i odrealnione, mgłę w Warszawie, londyńską wielowymiarowość, jesienne tęsknoty i wiosenne nadzieje. Odnosi się przy tym wrażenie, że chociaż całość brzmi niezwykle profesjonalnie, jest dopracowana do cna, to powstała mocno spontanicznie, jako efekt szukania środka muzycznych inspiracji i fascynacji Stachurki.

Powoli zbliżając się do końca, kilka słów o rapujących gościach. Wysoka forma Rasa czy Tego Typa Mesa raczej nikogo nie powinna zaskoczyć, to cichym wygranym jest Otsochodzi. Janek nie wydawał się oczywistym wyborem na album w takim klimacie, tymczasem kawałek "Kilka wspomnień" z jego udziałem wypadł wyśmienicie i rysuje nam obraz rapera trzymającego się na uboczu, swoistego outsidera. Aha, jest jeszcze Holak, tutaj chyba mocno zainspirowany Childishem Gambino, bez problemu odnajdujący się w śpiewano-rapowej konwencji.

Reasumując - to debiut warty każdej złotówki. Tak po prostu. To muzyka, która obroni się w każdej sytuacji, nie nudzi po miesiącu regularnego słuchania, elegancka, wysmakowana. W dodatku U Know Me zapakowało tę muzykę po prostu przepięknie i "Pętle" mogą być ozdobą każdej kolekcji.