Quantcast

Gdzie oni są?! Najbardziej wyczekiwane hiphopowe powroty

Nie każdy musi śledzi poczynania nowych zawodników na polskiej scenie hiphopowej. Są tacy, dla których liczą się tylko stare czasy i przede wszystkim dla nich zebraliśmy kilka nazwisk, które… mogłyby zrobić coś pożytecznego. Powrócić.

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Afro Kolektyw, mat. pras.

Nie każdy musi śledzi poczynania nowych zawodników na polskiej scenie hiphopowej. Są tacy, dla których liczą się tylko stare czasy i przede wszystkim dla nich zebraliśmy kilka nazwisk, które… mogłyby zrobić coś pożytecznego. Powrócić.

U nas w redakcji oczywiście ręka jest zawsze na pulsie, ale też z pewną nostalgią patrzymy w przeszłość i wracamy wspomnieniami do dawnych lat. Wybraliśmy kilkanaście postaci, które swego czasu robiły bardzo duże zamieszanie na scenie, a obecnie ich albo nie ma wcale, albo występują się od święta, albo pracują przy innych projektach.

Miejsce honorowe zajmują ci, za którymi tęsknią wszyscy, czyli Eis oraz Smarki. Nie ma sensu się tutaj rozpisywać, bo kult tych kolesi jest niepodważalny. W drugiej kolejności niech będzie… Pezet, ale ten Pezet w duecie z Noonem. Fajnie by było, gdyby jeszcze razem coś pokombinowali, tym bardziej że ten drugi jakiś czas temu zaliczył bardzo udany powrót do współpracy z raperami.

Mieliśmy na uwadze całkiem sporo osób, więc kilka dodatkowych miejsc moglibyśmy jeszcze spokojnie rozdysponować pomiędzy Młodzikiem, Liroyem, Wacem, JedenSiedem, Hemp Gru, Afrontami, OMP, Ideo oraz PCP, ale ograniczyliśmy nasz wybór tylko do dziesiątki. Ostatecznie przedstawia się następująco, a kolejność jest oczywiście losowa.

Czytaj tekst poniżej.

Dizkret z całym Starym Miastem

Jedni z pierwszych, dla których najważniejszymi inspiracjami byli m.in. The Pharcyde i A Tribe Called Quest, a nie masa uliczników i gangsterów z obydwu wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Genialne rymy, zwłaszcza Dizkreta, oraz mistrzostwo produkcyjne oparte m.in. na żywych instrumentach tworzyły niesamowity klimat pod koniec lat 90. oraz na początku nowego tysiąclecia. Jako Stare Miasto pozostawili po sobie tylko dwie płyty, które na stałe wpisały się w kanon, natomiast sam Dizky niedługo po ostatnim LP składu - "Minutach" - nagrał klasyczny album z…


Praktik

"IQ" początkowo mogło się wydawać naturalnym przedłużeniem dokonań macierzystego składu rapera, ale współpraca z genialnym producentem i członkiem Obrońców Tytułu zaowocowała zupełnie innym projektem. Magiczny album, na równi stawiany z poprzednimi dokonaniami Dizkreta, swoją unikalność zawdzięcza głównie dzięki osobie Praktika, który jeszcze większą klasę pokazał dwa lata po ukazaniu się tej płyty. "Dobra Częstotliwość" z 2004 roku to być może najlepsza producencka w historii polskiego hip-hopu, a nawet jeśli nie to należy do ścisłej czołówki. To jest wystarczający powód, żeby pomodlić się o powrót beatmakera, bo nawet pojedyncze produkcje, np. dla 2cztery7, były wybitnymi rzeczami.


Warszafski Deszcz

Jeden wydaje na potęgę. Drugiego praktycznie nie ma. Pierwszy jest tym, który być może ma najwięcej hejterów w kraju. Drugiego lubią wszyscy, pomimo tego że raperem jest co najwyżej średnim. Co ich łączy? Warszafski Deszcz. Tede i Numer Raz w duecie to było coś! Nawet ostatni album, "PraWFDepowiedziafszy", był świetny i o niebo lepszy od ostatnich solowych dokonań Jacka Granieckiego. Serio, musicie wrócić.


Wszystko co najciekawsze w hip-hopie znajdziesz u nas. Z Polski i ze świata. Polub fanpage Noisey Polska i bądź z nami na bieżąco



Reno

Jest kilkunastu szczęśliwców w Polsce, którzy posiadają pewien kompakt, o którym krążą legendy. Być może już wkrótce nie będą sami, bo kilka dni temu lwia część środowiska wpadła w ekstazę po tym, jak Reno zapytał się publicznie na Facebooku czy nie chcielibyśmy w końcu otrzymać fizycznego wydania jego "Następnego Levelu". Wznowionym materiałem nikt nie pogardzi, wręcz przeciwnie - wszyscy przyjmą to z otwartymi rękami, ale wyobraźcie sobie teraz sytuację, gdyby koleś zapowiedział nowy album...


Jimson

Spełnia się jako dziennikarz piszący o koszykówce, a konkretnie o NBA, jednak miał wszystko, żeby być najlepszym w polskiej rap grze. Co poszło nie tak? Tego do końca nie wiadomo, ale wszystko co zostawił po sobie jest najwyższej próby. Jakieś skazy? Chyba żadnych, ale wyobraźcie sobie co by było, gdyby jednak na stałe wrócił do rapowania - szukanie przez fanów zaczepek w stronę VNM'a (i na odwrót) byłoby na porządku dziennym...


Tymon

Czy to Tymon, czy to Szelma, czy to Świntuch - nie ma to żadnego znaczenia. Jak na polskie warunki był raperem doskonałym i każdy projekt, w którym maczał swoje palce, ocierał się (albo nią zostawał) o klasykę. Podobnie jak w przypadku Jimsona spełniał i spełnia się w zupełnie innych branżach - był redaktorem kilku pism, jest doktorem ekonomii oraz… producentem wielokrotnie nagradzanej gry "Dying Light". Rozumiemy, że nie ma już czasu na rap, ale warto by było czasami dać chociaż jakąś gościnną zwrotkę, co, nasz redakcyjny kolego?


Roszja i Lu

Ten Wrocław ma coś w sobie, bo podobnie jak w przypadku Tymona to z tymi typami też jest różnie. Raz nagrywa jeden, raz nagrywa drugi, ale chciałoby się usłyszeć ich znowu w duecie i to... w dowolnej stylistyce. Mieszali w mistrzowski sposób hip-hop z p-funkiem? Mieszali na "Obawie Przed Potem" jako Sfond Sqnksa. Mieszali w mistrzowski sposób hip-hop z jazzem? Mieszali na "Przez Ścianę". Jeden z najbardziej uniwersalnych duetów w historii polskiej sceny, który artyzm wznosił wysoko ponad resztę. Zaskakują solowo, ale może warto zrobić to ponownie w duecie?

Afro Kolektyw

Jest kilka solowych projektów, z których "największym uznaniem" cieszy się Legendarny Afrojax. Będzie Syndrom Sztokholmski, będzie Poradnia G, ale raczej już nie będzie ich organicznego hip-hopu z prawdziwego zdarzenia, który wszyscy w polskiej wersji poznali na "Czarno Widzę" oraz "Płycie Pilśniowej". Nikt już tak nad Wisłą nie gra, dlatego aż się prosi, żeby się spięli i wrócili do swoich początków pod szyldem Afro Kolektyw.


Dinal

Możemy wdać się w akademicką dyskusję kto był lepszy i ważniejszy dla polskiego podziemia: gorzowski Smarki czy opolski skład Dinal? Raczej obejdzie się bez większych obaw, że może ich pogodzić… Zkibwoy, który zaliczył przecież bardzo udany występ na "W Strefie Jarania i w Strefie Rymowania" tych drugich, czyli jednym z najwspanialszych materiałów w historii rodzimej muzyki. Ile tam było pysznych rzeczy! Wankej, Mej i Urbek wznieśli się na wyżyny, i mimo że raz na jakiś czas coś tam nagrywają, to brakuje tego ich naturalnego luzu na tej smutnej scenie.


Emil Blef

W redakcji pojawiają się głosy, że największym dokonaniem Mesa obok pierwszej solówki - "Alkopoligamii: Zapisków Typa" - są… demo Flexxipu i następna płyta nagrana wspólnie z Blefem - "Fach". Ich wyjątkowość polegała na genialnym uzupełnianiu się dwójki raperów. Luz i mądrość szła ze sobą w parze, więc trochę szkoda że na karierę w rapie postawił tylko ten pierwszy. Nie można jednak zapominać o tym, że to właśnie Emil Blef był autorem jednego z najlepszych solowych albumów poprzedniej dekady w polskim rapie i w takim soulquarianowo-detroitowym wydaniu chcielibyśmy go słuchać dalej. Na powrót raczej się nie zapowiada, chociaż jak się ładnie poprosi to może wygrzebałby jakieś archiwalne nagrania?