10 najważniejszych płyt: Natalia Grosiak (Mikromusic)

"Gdy byłam dzieckiem, a potem nastolatką, podświadomie szukałam pięknych melodii. I one przychodziły do mnie jakimś trafem, wybierałam je z jakże skąpego zbioru".

|
03 listopada 2017, 8:00am

Niepodrabialny głos. I wielka muzyczna wrażliwość. Natalia Grosiak, kolejna bohaterka naszego cyklu, nie pcha się na okładki gazet. Nie przeczytacie o niej również w serwisach plotkarskich, raczej też niechętnie mówi o swoim życiu osobistym. I dobrze. Bo tak naprawdę, dla uważnego słuchacza, powinny się liczyć tylko dźwięki i słowa. A te w przypadku Natalii i jej grupy Mikromusic są… niezwykłe. Inne. Osobne. Oryginalne. Takie jak w piosence "Takiego chłopaka"? A pamiętacie zaśpiewane w duecie ze Skubasem "Bezładnie"? Jeśli lubicie takie alt-popowe klimaty, to od 30 października możecie posłuchać najnowszego, siódmego już albumu Mikromusic pt. "Tak mi się nie chce". Tuż przed jego premierą Natalia przygotowała dla nas swoją "dychę" złożoną z płyt innych artystów. Miłej (muzycznej) lektury!

Co kształtuje nasz gust muzyczny? To, czym przesiąka nasza skorupka za młodu? W moim domu było kilka płyt winylowych: Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Teresa Tutinas, Andrzej Dąbrowski. I parę bajek, z "Calineczką" na czele. Gdy byłam dzieckiem, a potem nastolatką, podświadomie szukałam pięknych melodii. I one przychodziły do mnie jakimś trafem, wybierałam je z jakże skąpego zbioru. One miały wpływ na to, jak teraz słyszę i jak pracuje mi wyobraźnia muzyczna…

Talk Talk "The Coulour Of Spring", 1986
Depeche Mode "Some Great Reward", 1984

Miałam jakieś 10-11 lat, gdy odkryłam kasetę Talk Talk na półce sklepu muzycznego w Bielawie, niedaleko obecnego aquaparku. Pamiętam, że potem w tym miejscu był sklep zoologiczny, potem jeszcze jakaś restauracja. Właściciel lokalu palił papierosy i w kłębach dymu tytoniowego odkryłam tę kasetę. A razem z nią jeszcze "Some Great Reward" Depeche Mode. Co łączyło te dwie płyty? Wciągnęła mnie ich totalna melodyjność. Depeche grają do tej pory. O Talk Talk dawno nie słyszałam. Jednak panowie wiedzieli, jak pisać piosenki. Nie wstydzili się melodii, pięknych harmonii, rozbudowanych form z nutką romantyzmu.

Pat Metheny "Secret Story", 1992


W tym samym sklepie odkryłam "Secret Story" Metheny'ego. Szczególnie magiczny był dla mnie pierwszy utwór pod tytułem "Above The Treetops" z przepiękną partią chóru z Kambodży. Było to dla mnie totalnie magiczne odkrycie.

Dionne Warwick "I'll Never Fall In Love Again", 1970

Gdy miałam 10 lat, mój tata przywiózł z Australii kasetę Dionne Warwick. Była to "przegrywanka" z różnymi piosenkami, prawdopodobnie z różnych albumów. Był to powiew czegoś nierealnie pięknego i kolorowego. Dobre piosenki, zaśpiewane z tęsknotą i feelingiem. Wybierając swoją najważniejszą dziesiątkę przesłuchuję jej piosenek Spotify i dochodzę do wniosku, ze mogła być to płyta "I'll Never Fall In Love Again". Jak ta kobieta śpiewała! Ciary.

Massive Attack "Mezzanine", 1998
Björk "Debut", 1993
Björk "Homogenic", 1997



Mój chłopak z liceum pożyczył mi kilka kaset, które okazały się ogromnie ważnym ładunkiem muzycznym: najpiękniejszy album Massive Attack, czyli "Mezzanine" - z jedną z najczęściej wtedy słuchanych piosenek, czyli "Teardrop". Przewijałam kasetę w te i wewte, aby posłuchać tego utworu jeszcze raz. Potem Björk i jej dwa albumy "Debut" oraz "Homogenic". Na mnie działały przede wszystkim te ogromne emocje w głosie i - znowu - melodyjność artystki. Jakie ona wymyśla przepiękne tematy?! Pierwszy raz słyszałam, aby ktoś krzyczał i śpiewał, i tym krzykiem malował tyle uczuć w piosence.

Kury "P.O.L.O.V.I.R.U.S.", 1998

Mojemu ówczesnemu chłopakowi zawdzięczam też miłość do płyty Kur Tymona Tymańskiego. Tym razem nie melodyjność i emocje były dla mnie na pierwszym miejscu, ale zabawa konwencją i tekstem. To było niczym odkrycie! Do tej pory lubię czerpać z tej inspiracji i przemycam moje poczucie humoru do piosenek Mikromusic. Mistrzu Tymański - dziękuję za lekcję! :)

Cassandra Willson "New Moon Daughter", 1995
Stina Nordenstam "Memories of a Color", 1991


Gdy pojechałam na studia do Wrocławia i zetknęłam się po raz pierwszy z muzycznym środowiskiem, miałam okazję pożyczyć kilka pięknych płyt. Wśród nich była "New Moon Daughter" Cassandry Willson. Wtedy nie wiedziałam, że de facto jest ona specjalistką od śpiewania coverów. Robiła to w jedyny, niepowtarzalny sposób. I była tak wiarygodna, że aż uwierzyłam, że… to jej piosenki! W podobnym czasie kupiłam w Empiku, w ciemno, płytę Stiny Nordenstam "Memories of a Color". I tutaj odkryłam totalny minimalizm w śpiewaniu i graniu. Myślę, że Stinie zawdzięczam takie podejście do śpiewania, jakie mam - ozdobniki zostawiam na deser.


Wcześniejsze odcinki cyklu znajdziecie tutaj