Bonsoul - Lepiej Nie Wnikać

Nie ma bum bęc sratatata, jest Soulpete, Bonson, fajki, browar, a nie kolumbijski katar. Ta delikatna parafraza jednego z klasycznych wersów Tedego, najlepiej oddaje klimat "Lepiej Nie Wnikać".

|
wrz 8 2017, 6:30am

Znowu nie ma za wiele numerów, ale ósemka tu obecna i tak przemyca o wiele więcej treści, niż niektóre na maksa przeładowane dwupłytówki. Wielokrotne Bonsa, stały wysoki poziom SoulPete'a, DJ Eprom z doskonałą robotą w tle, dobre gościnne zwrotki Laika w "Najciemniej pod latarnią" i Te-Trisa w "Lepiej nie będzie". Czego chcieć więcej? No właśnie, ciężko o lepszy, tak konserwatywny i klasyczny duet na naszej scenie.

Bonson jest takim MC, jakim powinien być każdy, i to nie tylko w tym kraju. Autentycznym (nawet jeśli ściemnia, to robi to tak, że ja i tak mu wierzę - klasa), charyzmatycznym, pewnym siebie. Zmysł obserwacji, który przekłada się na szczegółowe relacje z podwórek, opowiadanie historii i odpowiednio dobrane i kierowane pociski. Co ciekawe, potrafi nawet kozacko bluzgać, a to też przecież nie lada sztuka. Jest dobrze, bo posiadówy przy piwie pod trzepakiem czy na klatce schodowej są zawsze mile widziane. "To jest Szczecin, a nie Monte Carlo" i krajobraz tego miasta, ze wszystkim wadami i zaletami, jest całkiem zgrabnie i wulgarnie przenoszony na pojedyncze wersy i całe zwrotki.

Już pierwsze "Tyfy Tyfy" najlepiej pokazuje w jakim kierunku podąży album. Opowieści o dobrych i złych ziomkach, problemach podwórek, przesadnej ilości alkoholu i używek oraz niezbyt szanujących się dziewczynach to tutaj norma. Do tego półgodzinny wykład, jak się powinno rapować, bo jeśli, czytelniku, sam jesteś raperem "to wszystko, co zrobiłeś do tej pory to se wsadź" plus "napisałeś zwrotkę życia / znowu osrał to słuchacz", to i tak z góry jesteś skreślony przy gospodarzu. Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości to koniecznie sprawdź ostatnie wersy "Skiciku Na Dobranoc".

Teraz przechodzimy do najlepszego. Chemii. Z całym szacunkiem i sympatią do Matka, to jednak Soulpete swoimi produkcjami wyciągnął najwięcej dobroci z rapu Bonsona. Sam rozpoczyna album niczym "Otwarcie" Mesa, z miejsca kreując jeden z moich ulubionych polskich openerów, jednak dalej jest o wiele ciekawiej, bo muzycznie album można podzielić na dwie części. Po pierwsze jest to klasyczny ciężki nowojorski boom bap, i to bardziej z tych rejonów P.F. Cuttina (no właśnie, te cholerne "Tyfy Tyfy"!), Nicka Wiza i Showbiza z okolic 95 roku, niż chociażby DJ-a Premiera. Po drugie to sporo tego jest w o wiele lżejszej wersji, trącącej Pete Rockiem ("Tylko Tłusto"), a nawet 9th Wonderem dostarczającym podkłady dla kozaków z Duck Down ("Stare Naje" brzmi niczym highlight przygotowany specjalnie dla Buckshota lub Seana Price'a). Na papierze wygląda to nawet nieźle, jak jest w praktyce? Jak to w życiu, jak to u niego, czyli zwyczajnie mocno.

Album ma jedną zasadniczą wadę, przynajmniej w moim mniemaniu. Mimo swojej wielkości, będącym być może nawet opus magnum szczecinianina, to nie chce mi się do niego wracać. Przydałoby się trochę więcej eksperymentów, elektroniki. Bardzo dobra i potrzebna płyta, ale raptem na kilka razy. Co absolutnie nie zmienia faktu,że "Lepiej Nie Wnikać" jest obowiązkowe do sprawdzenia, bo u wielu zostanie trochę dłużej na playliście, a i zapewne ze mną spotka się na końcoworocznych listach. "Rap to super sztuka / fajna, ale w k... głupia"? Niekoniecznie.

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.