XIX wiek a telewizja Polsat

Jak przewrócić 2Paca w grobie.

|
27 października 2016, 9:22am

Nie rozumiem ludzi, którzy w 2016 roku wciąż korzystają z tak prymitywnego wynalazku, jakim jest tradycyjna telewizja. Reklamy, sztywny czas emisji, brak napisów, żałosna oferta w porównaniu chociażby z Netflixem - można tak długo. W skrócie - jeśli jakimś cudem słyszeliście o internecie, to oglądanie telewizji jest jak podróż w czasie. Przede wszystkim jednak, telewizja to ostoja kuriozalnych formatów. Polska telewizja szczególnie dostarcza tutaj kopalni przykładów - od niskobudżetowych programów prezentujących "prawdziwe życie", po rzygowiny ludzkiej kreatywności, zbierające te wszystkie celebryckie beztalencia pod parasolem wygłupów. Oczywiście, każdy ma prawo do dowolnej rozrywki - o ile ta rozrywka nikogo nie obraża (niestety "urąganie rozumowi" pod paragraf nie podpada, a szkoda), ale są granice. Za taką granicę uważam np. rasizm.

Wiralowy los zrządził, że po raz kolejny natknąłem się na nagranie z polsatowskiego show "Twoja Twarz Brzmi Znajomo". Format to hiszpański i z pozoru nieszkodliwy, a nawet możnaby powiedzieć, że w pewien sposób pożyteczny. Znane osoby wcielają się w postacie innej płci, wieku, czy rasy (!), a nagrody w programie idą na cele charytatywne. Proszę bardzo - program uczy wrażliwości na inność, a do tego wspomaga fundacje i stowarzyszenia czyniące dobro. Wspaniale?

Nie do końca. Nie wiem, jaki wpływ na wrażliwość ludzi ma Katarzyna Skrzynecka biegająca radośnie po scenie z tzw. blackfacem (zapewniam was, wrócimy do tego tematu szybko) i udająca Louisa Armstronga. Pouczy białą jak śnieg populację Polski na temat dywersyfikacji rasowej? Może przybliży im dzieje jazzu? Nic takiego się nie dzieje, bo w takich programach nie ma miejsca na kontekst, są za to śmiechy-chichy, boki zrywać, biała kobieta jest czarnym facetem, odwołajcie wszystkie kabarety, Skrzynecka zamknęła grę!

Skrzynecka uniknęła jednak miny, na którą się wpakowała niejaka Maria Tyszkiewicz. Louis Armstrong nie załapał się na zawrotną karierę słowa "nigger" w amerykańskiej muzyce rozrywkowej, a zatem biali ludzie wykonujący jego muzykę nie stają przed dość niezręczną sytuacją, w której trzeba wybrać, czy zamienić to słowo na inne, czy lecieć z tematem, licząc, że nikt nie zauważy. Maria Tyszkiewicz postanowiła pójść w modne ostatnio wśród młodzieży dźwięki z gatunku rap i hip-hop i postawiła na wykon utworu 2Paca. Problem w tym, że raper lubił słówko na "n", całe szczęście Marysia tego problemu nie widziała i radośnie, w 2016 roku, w szczycie napięć rasowych w USA, do blackface'a dorzuciła pełny tekst utworu. A mogła podążyć drogą Kai Paschalskiej, która - w hip-hopie niemalże przecież weteranka - słówko na "n" z "In Da Club" 50 Centa zastąpiła niewyraźnym bełkotem. Szach-mat poprawność polityczna!

Oczywiście, można mówić, że to przecież przebieranki, niewinna rozrywka i komu to szkodzi. Co więcej, jeśli jest się dociekliwym, to widać, że uczestnicy programu nie mają na sobie blackface'a, a profesjonalną maskę. Sprawa zamknięta, policja poprawności politycznej do domu! Niestety, to nie jest takie proste - raz, że blackface (czy ogólnie przebieranie się za czarnoskórych) ma paskudną historię, dwa, że rozrywka - szczególnie ta uchodząca za niewinną - nie jest przezroczysta. Nie, składają się na nią traumy historyczne i społeczne, które niczym w zepsutym owocu w markecie spozierają spomiędzy upudrowanej powierzchni. Nie tylko biali nosili blackface'a, ale i czarni - w najbardziej poniżający sposób, tak, by pasowali do odrażających wyobrażeń białych panów na temat "durnych czarnuchów". Nie chcę nawet zaczynać ze słowem "nigger" - to, że afroamerykanie niejako odzyskali to słowo, nie znaczy, że od teraz możemy sobie rzucać nim na prawo i lewo, szczególnie jeśli jesteśmy, no wiecie, biali...

Czy Marysia Tyszkiewicz tak myśli o czarnoskórych? Czy zastanowiła się choć przez moment, co kanalizuje muzyka 2Paca? A może przeszła podobną historię, z wojnami gangów i utratą przyjaciół? Kto wie, może dotknęła ją trauma przestępczej przemocy i dlatego jako dziecko wystąpiła w "Domowym Przedszkolu"? Żeby dać świadectwo?

Żarty na bok. Nie żyjemy w zdystansowanym, otwartym i tolerancyjnym społeczeństwie. Nie. Polska to kraj, w którym rasistowskie, antysemickie i seksistowskie żarty są na porządku dziennym, macha się na nie ręką, bo nawet jeśli nie śmieszą, to przecież nikomu nie szkodzą. Bo komu mają szkodzić? Panie, u nas ani czarnych, ani pedałów! Zwykłem traktować świat telewizji i muzyki popularnej jak paralelną rzeczywistość, do tego taką, która nie ma mi zbyt wiele do zaoferowania. Okazuje się, że ma - obraz kompletnie wyjałowiony z jakiejkolwiek wrażliwości kulturowej. Po wejściu na scenę Marysi 2szkiewicz jakiś ziomeczek z jury zareagował "o, 2Pac jednak żyje", dokładając do kupy gnoju jeszcze jednego bobka. Przywykłem do tego, że świat celebrytów to zgniła sfera samozadowolenia, bezkrytycyzmu i ogólnej mierności, ale kiedy dowcipami sankcjonuje się rasizm, to chyba coś tutaj nie gra.

Nie dziwcie się, kiedy następnym razem pobity zostanie ktoś o innym kolorze skóry, choć nie widzę tutaj związku przyczynowo-skutkowego, ale ogólny klimat sfery publicznej w Polsce takim zachowaniom sprzyja. Kiedy rasistowskie tyrady wygłasza polityk, to przynajmniej część publiki czuje się oburzona. Kiedy w zupełnie "niewinny" sposób ujeżdża się dla zabawy społeczne traumy, często towarzyszy temu machnięcie ręką. Bo przecież to telewizja, bo wiadomo, że celebryci nie są najmądrzejsi, to jest ponad mną itd. itp.  Piętnowanie rasizmu to nie "lewacka poprawność polityczna", ale apel o elementarne standardy społecznej i kulturowej wrażliwości. A te standardy szwankują - założę się, że gdyby Radek Pazura, przebrany za Marlenę Dietrich w tym samym odcinku, co 2szkiewicz, na luzaku wciągnął opaskę ze swastyką, to Pudelek by eksplodował. Ale biała aktorka biegająca w blackfacie i krzycząca "nigger"? Spokojnie, to tylko żart, taka konwencja. Przecież niewolnictwo to tam, za Oceanem, u nas tylko papież i walka z komuną. Zatem zadam pytanie - gdzie Polacy mają się uczyć kulturowej wrażliwości? W szkole, przejętej przez narodowo-katolicki "kompromis" (który, przypominam, zaczął się na długo przed dojściem PiS-u do władzy)? Nie, dla wielu Polaków i Polek - na dobre lub na złe - pierwszym źródłem kulturowych odruchów jest telewizja.

Dlatego, zagryzając zęby, musimy monitorować, co się tam wyprawia i wywoływać do tablicy tych, którzy z własnej ignorancji robią źródło zarobku. A Polsatowi gratuluję - taka rozrywka z pewnością ma przyszłość i w ogóle nie ma się co martwić, że internet w końcu was zeżre i zdefekuje. Czego sobie i wam życzę.