Quantcast

Tadeusz Prejzner - Spacer Brzegiem Morza

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Randka, na której spotkały się bossa nova, easy listening i swing zaowocowała związkiem, który doskonale przetrwał próbę czasu.

Pytanie o najciekawszą polską wytwórnię, która skupia się na wyszukiwaniu nieznanych nagrań i reedycjach zapomnianych płyt jest nie na miejscu. Palmę pierwszeństwa od jakiegoś czasu dzierży GAD Records i nie zapowiada się, żeby niewielka oficyna z Sosnowca odpuściła, tym bardziej że za każdym razem coraz mocniej dystansuje konkurencję.

O naszej wielkiej sympatii do GADu pisaliśmy już niejednokrotnie (i patrząc na zapowiadane materiały chyba będziemy to robili dalej), ale ponownie nadarzyła się ku temu okazja, której nie wypada odpuścić. Tym razem mamy do czynienia z albumem nie tyle co mało znanym, ale najzwyczajniej w świecie niesłusznie zapomnianym. Absolutną perłą, która po raz pierwszy doczekała się wznowienia po ponad 40 latach od wydania. Kto wie czy właśnie nie jest to odpowiedni moment, żeby należycie docenić małe arcydzieło Tadeusza Prejznera.

Jego "Spacer Brzegiem Morza" był jedną z pierwszych polskich płyt, która w tak umiejętny sposób prezentowała jedną z najbardziej przyswajalnych form jazzu dla przeciętnego człowieka. Randka, na której spotkały się bossa nova, easy listening i swing zaowocowała związkiem, który jak się okazuje doskonale przetrwał próbę czasu.

Historia tych kilku jazzowych ballad jest równie niesamowita, co sam album. Tadeusz Prejzner zaczynał grać już w 1947 roku. Był kompozytorem szlagieru Alibabek "W Rytmach Jamaica Ska" i założycielem zespołu Fascinatio Nugacitatis, który to w 1968 roku stworzył podwaliny pod "Spacer Brzegiem Morza". Od tamtej pory, po kilku zmianach personalnych, zaczął się powoli klarować zespół, który miał nagrać ten album i spełnić marzenie Polskich Nagrań - stworzyć ponadczasowe dzieło, które w żaden sposób miało nie odbiegać od ówczesnych easy listeningowych szlagierów.

Nagrany wiosną 1972 roku podczas sesji w warszawskim studiu Polskich Nagrań i wydany rok później materiał, po prostu urzeka swoim krystalicznie czystym i nostalgicznym pięknem. Wystarczy tylko spojrzeć na tę romantyczną okładkę, żeby poczuć o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi i czego można się spodziewać po płycie. 13 genialnych kompozycji, o które postarali się m.in. Włodzimierz Nahorny (który kilka miesięcy wcześniej wydał "Jej Portret", będący prawdopodobnie jego opus magnum), coraz śmielej poczynający sobie Tomasz Stańko i sam Tadeusz Prejzner, który także dyrygował całą orkiestrą złożoną z kilku ważnych ówczesnych osobistości. Dodajmy do tego wokalne partie, za którymi stoi Ewa Wanat z Novi Singers i możemy powoli wyruszać w stronę peerelowskich kurortów.

Kompozycje Jana Ptaszyna Wróblewskiego - "Twa Tratwa" (która od razu budzi skojarzenia z jego piosenkami, jakie trafiły się na solowy "Sweet Beat") i "Zamiast Kwiatów Dla Ewy" - obyły się akurat… bez jego udziału, ale bardzo dużo pomogli akurat inni. Wspomniany już Nahorny brał udział w większości nagrań grając m.in. na flecie i fortepianie, a i przy okazji zostawiając autorski ślad w postaci przepięknie zaaranżowanej "Sieci". Saksofony Janusza Muniaka robią furorę wszędzie, gdzie się pojawiają, podobnie jak dyskretna rytmika zapewniona przez perkusję Janusza Stefańskiego. "Złoty Płomyk" Władysława Słowińskiego to nic innego jak wycieczka do jednej z pobliskich restauracji, po opuszczeniu której koniecznie muszą towarzyszyć "Kajtkowa Kołysanka" oraz "Kołysanie" będące dziełem lidera.

Może się wydawać, że wydanie "Spaceru Brzegiem Morza" pod koniec września było trochę nietaktem ze strony wydawcy, ale warto mieć na uwadze to, że w tym przypadku zdobywa się możliwość obcowania z muzyką ponadczasową i przede wszystkim uniwersalną. Jedną z najłatwiej przyswajalnych płyt, które zrodził polski jazz. Tyle lat się czekaliśmy na wznowienie, więc nie zaszkodzi poczekać do następnego lata. Przecież to już niedługo.