Hańba - Będą bić!

Nie masz cwaniaka nad krakowiaka w 1937 roku.

|
wrz 4 2017, 6:45am

Hańba. Wielu myślało, że będzie to sezonowa atrakcja, ale okazało się, że kapela podwórkowych cwaniaków trzyma się zaskakująco dobrze. Pytanie tylko gdzie. Na płycie czy na koncertach?

Aby najlepiej zrozumieć fenomen krakowskiej kapeli (jeszcze by się obrazili, że nazywa się ich po prostu zespołem), najlepiej wybrać się na ich koncert. Jeśli się to nie uda, to proponuję obejrzeć poniższy, legendarny już, podwórkowy występ. Esencja całego ich fenomenu streszczona w raptem 27 minutach, które nabierają jeszcze więcej rumieńców po przesłuchaniu nowej płyty.

"Będą bić!" nie jest łatwą płytą. Jakkolwiek trywialnie by to nie zabrzmiało, to kto wie, czy Hańba nie trafiła z nią idealnie w czas. Spokojnie, nikt nikogo nie bije i tego robić nie będzie, ale sporo z obecnych tu wierszy nie straciło na aktualności. Jeśli nie w całości, to przynajmniej w kilku fragmentach i co najgorsze - w tych najbardziej pesymistycznych. Ksenofobia, nacjonalizm, wyzysk i nierówności społeczne. Coś to przypomina? Zapewne, ale w tym przypadku zostało to przynajmniej poetycko ubrane w słowa, niemniej "Jeść i pić", "Żyda bić" czy "Piosenka młodych faszystów" przerażają.

Był kiedyś taki hiphopowy eksperyment, "Poeci". Polscy raperzy wzięli się za wiersze rodzimych poetów i wyszło to… przemilczmy. W przypadku Hańby absolutnie nie ma o czymś takim mowy. Jest to jedna wielka muzyczna dokumentacja ostatnich miesięcy przedwojennych miesięcy. Ciężka, dramatyczna, momentami wręcz beznadziejna (chociaż w miarę "świeży", bo powstały nie tak dawno temu, "Polak zbrojny" Ziemowita Szczerka, daje trochę nadziei), a dzięki muzyce… beztroska i przede wszystkim łobuzerska. Da się? Jak najbardziej, bo mimo schematyczności, a wręcz powtarzalności, da się odczuć, że obcujemy z przemyślanym słuchowiskiem i przede wszystkim doskonałą kreacją artystyczną. Może o niezbyt długim terminie przydatności, ale przynajmniej z nowatorskim, i mimo pozornego kiczu, imponującym pomysłem na siebie .

Muzycznie zmian wiele nie ma, może za wyjątkiem wyimaginowanej daty. "Będą bić" to ciągle "akustyczny punk" z międzywojennych podwórek, i jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało (no tak, instrumentarium wielkie to nie jest, m.in. akordeon, bandżo, bęben…), to brzmienie na "Będą bić!" jest jeszcze bardziej agresywne od poprzedniej "Hańby!". Nie ma też bardziej rozbudowanych i teoretycznie hitowych utworów, jak "Cukier Krzepi", który był motorem napędowym poprzednika. Już na początku zaczyna się od trzęsienia ziemi w postaci "Za nic", by potem zaatakować jeszcze mocniej. Spokojniejszych fragmentów, jak "Płać, chłopie, płać!" za wiele tutaj nie ma, ale te, które są, dobrze urozmaicają całość.

Trudna, ciekawa, fascynująca, ale na dłuższą metę męcząca niewiele ponad półgodzinna podróż w niezbyt ciekawe czasy. Brać to wszystko na poważnie? Nie, bo jeszcze się okaże, że "Racyje" dla niektórych okażą się prorocze. Aż strach pomyśleć, co będzie jak przeniosą się do 1943 roku…

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.