Katarzyna Borek: rozmowy w kosmosie

"Kosmosem jest dla mnie muzyka, natura, cisza, także wszystko to, co dzieje się w sferze duchowej".

|
cze 20 2016, 9:27am

Zdjęcia Łukasz Gawroński, Sylwia Cegielna

Katarzyna Borek to ważne nazwisko w pianistyce młodego pokolenia. Z wyróżnieniem ukończyła Royal Flemish Concervatory of Music w Brukseli, uczennica m.in. Andrzeja Jasińkeigo, Reginy Smendzianki, Daniela Pollacka czy Lee Kum Sing. Nagrodzona trudną do policzenia ilością wyróżnień. Właśnie wydała kolejną płytę "Space In Between", na której fortepian solo łączy z odrobiną jego preparacji, elektroniką i... kosmosem. Dlatego rozmawiamy o dźwiękach umierających gwiazd. Kompozytorach jako planetach. I słuchaniu wszechświata podczas słynnego "4'33" Cage'a.

Czytaj rozmowę poniżej.

Noisey: Czy wiesz o tym, że umierające gwiazdy wydają ostatni "krzyk" i naukowcy określili ten dźwięk najsmutniejszym w historii? Nie słyszałam tego dźwięku, ale już w samym stwierdzeniu "umierająca gwiazda" jest coś przeraźliwie smutnego. Jak myślisz, dlaczego ludzie potrafią emocjonalnie podchodzić do gwiazd, na tyle emocjonalnie, żeby odczuwać smutek przy świadomości ich umierania (albo "umierania")? Dlaczego potrafimy utożsamiać się z kosmosem, chociaż jest tak daleko?
Katarzyna Borek: Nie miałam okazji usłyszeć tego dźwięku, ale wyobrażam sobie, że jedna umierająca gwiazda może brzmieć jak ostatnie tchnienie miliardów żyć. W tym momencie, na naszym spokojnym niebie kończy żywot wiele gwiazd, tworzą jednak przy tym piękne mgławice. Chciałabym się trzymać tego wyobrażenia o umieraniu. Samo sformułowanie "umierająca gwiazda" może brzmieć przeraźliwie smutno, ponieważ gdzieś podświadomie zdajemy sobie sprawę, że za około. 5 miliardów lat zniknie także nasze słońce, a wraz z nim cały nasz układ słoneczny. Podobnie jak żywot słońca, nasze życie nie będzie trwać wiecznie. Jest takie powiedzenie: "Kiedy rodzi się człowiek, na niebie pojawia się gwiazda, kiedy odchodzi - gwiazda spada". To bardzo pięknie powiedziane, ale patrząc z szerszej perspektywy, w każdym momencie coś się rodzi i coś umiera. Wszechświat zbudowany jest na zasadzie procesu kreacji i nietrwałości. Cały czas buduje ze swojego kosmicznego pyłu mandalę życia, której wszyscy jesteśmy częścią. Jesteśmy "dziećmi gwiazd". Wszystkie pierwiastki, z których jesteśmy złożeni pochodzą z przemian w jądrze gwiazd a ich energia potrzebna nam jest do egzystencji. Dlatego potrafimy się utożsamić z kosmosem, bo jesteśmy częścią jego materii i energii, która przenika wszystko.


Fortepian w kosmosie i kosmos dla fortepianu. Dla kompozytorów, dla całej muzyki. To muzyka, która potrafi wiele nowego w głowie otworzyć, zmieniać perspektywę, nadawać kolorytu sytuacjom, w których jej słuchamy. To przez minimalizm i oddech między klawiszami fortepianu, przestrzeń, którą generują poprzetykane nagrania z kosmosu. Katarzyna Borek jest pianistką o ogromnej wrażliwości, wyczuciu artystycznym i wiedzy, co jasno pokazuje rozmowa z nią. Ale nie tylko. Sam repertuar jej najnowszej płyty "Space In Between" i wybór świadczy o umiejętności znalezienia koneksji między pozornie odległymi stylistykami czy umysłami kompozytorów.



To będzie bliskie patetycznego poetyzmu, ale jeśli gwiazdy długo po śmierci wysyłają do ziemi swoje światło, to czy zgodzisz się, że twórczość, muzyka wybitnych kompozytorów, czyni między nami (ludźmi) a gwiazdami pewną analogię?
Podoba mi się ta analogia. W tym kontekście chyba możemy brać pod uwagę całą plejadę "gwiazd muzyki klasycznej", ponieważ wiele z nich nadal świeci dla nas swoim światłem, pomimo, że dawno już odeszły. Jedną z najjaśniejszych zawsze pozostanie dla mnie Bach. Może to będzie bliskie patetycznemu romantyzmowi, ale pamiętam te wszystkie wieczory spędzone w naturze przy muzyce Bacha i to wrażenie nieprawdopodobnej krystaliczności gwiaździstego nieba. Jego muzyka brzmi dla mnie w ogromnej harmonii z kosmosem, jest w niej dużo kontemplacyjnej energii. Z inspiracji jego muzyką zrodziło się i nadal rodzi wiele innych gwiazd, które wytyczają nowe szlaki na mapie nieba. Podobnie jest z innymi wspaniałymi kompozytorami w historii i tymi żyjącymi współcześnie.

Skąd w ogóle u ciebie ta fascynacja kosmosem? Patrzyłaś w niebo, studiowałaś układy gwiazd, obserwowałaś je przez lornetkę? Lunetę?
Musze się przyznać, że temat fascynacji kosmosem w sensie "dosłownym" pojawił się u mnie naturalnie, bardzo wcześnie, jeszcze kiedy byłam dzieckiem. Pamiętam dokładnie, kiedy pisałam pierwszy list do Świętego Mikołaja, który oczywiście wpadł w ręce moich rodziców. Napisałam, że najwspanialszym prezentem jaki chciałabym dostać to rakieta, którą mogłabym polecieć w kosmos. Niestety rodzice nie byli w stanie spełnić mojego marzenia ale w miarę dorastania słowo "kosmos" nabrało dla mnie trochę mniej dosłownego znaczenia i wszystko się jakoś ułożyło. Teraz nie postrzegam już kosmosu tylko jako "przestrzeni pozaziemskiej" czy "sfery niebieskiej". Kosmosem jest dla mnie muzyka, natura, cisza, także wszystko to, co dzieje się w sferze duchowej. Interesuje mnie oczywiście także kosmos w sensie naukowym i uwielbiam zgłębiać wiedzę w tym kontekście.



Nie będę nawet ukrywać, że Kasia z miejsca zdobyła sobie moją sympatię wyróżniając - umiejscowieniem na początku płyty - ballady Craiga Armstronga "The Weather Storm", coveru utworu o takim samym tytule z repertuaru Massive Attack. Choć wiem jak skrajne reakcje wywołuje ten kompozytor i rozumiem skąd krytyka jego twórczości, Armstrong pozostanie dla mnie twórcą kilku najpiękniejszych momentów muzyki filmowej jakie pamiętam. Do tego utwory Arvo Parta, Ludovico Einaudiego i delikatne podszycie fortepianu elektroniką. Nie mogło być lepiej.



Każda kompozycja nosi nazwę planety, każdą planetę dedykujesz innemu kompozytorowi. Jaki był klucz doboru planeta-kompozytor?
Każdy z kompozytorów, których wybrałam na płytę "dotyka" swoją twórczością kosmosu więc moje dedykacje są pewnego rodzaju symbolem i metaforą. Dźwięki planet dobierałam także intuicyjnie do każdego z utworów na zasadzie wrażenia, że wibrują tworząc spójną atmosferę z dźwiękami fortepianu. Dźwięki planet są najczęściej łącznikami pomiędzy kolejnymi trackami. Stąd także nazwa płyty - “Space in Between”. Część z tych utworów nabrała bardziej ambientowy i przestrzenny charakter poprzez moje aranżacje czy efektowany elekronicznie fortepian i rhodes (Rings of Saturn for Joaquin Rodrigo “En Aranjuez con tu Amor” czy Earth for Manuel de Falla “Asturiana”). Nie wszystkim kompozytorom zadedykowałam dzwięki planet. Japoński kompozytor Takashi Yoshimatsu sam w oryginalnych tytułach odniósł się do kosmosu - "Piano Folio to a dissapeared Pleiade" czy "Globular Romance from Pleiades Dances". Jest oczywiście pewnego rodzaju abstrakcją dedykować komuś coś, co jest tak nieosiągalne w swojej nieskończoności jak kosmos. Ale jeśli można zadedykować komuś coś tak niewymiernego i nieuchwytnego w swej materii jak muzykę to dlaczego nie kosmos, jeśli on sam także jest muzyką?



Choć stylistyki i czasy są różne, pozostajemy w obrębie minimalizmu i muzyki obrazowej. W nastroju kontemplacyjnym i melancholijnym. Niewiele jest tu tak dynamicznych momentów jak fuga Armstronga. To jest minimalizm rozumiany w sposób wieloraki. U Arvo Parta - oszczędny, tu jego tintinnabuli brzmi nie jak dzwoneczki, ale jak zawieszone planetki, które imitują nuty. Może być też bardziej odważny, sonorystycznie wciągający jak w „Aranjuez con tu amor” Joaquina Rodrigo na preparowanym fortepianie. Miesza się tu klasyczny styl minimalistów oraz uczuciowość i ilustracyjność muzyki filmowej. A wszystko to połączone ideą i brzmieniem kosmosu. Fortepian solo ma tu możliwości ekspresji całej orkiestry. Katarzyna Borek używa instrumentu z wyczuciem i zrozumieniem. Słuchaczowi pozwala tym samym unieść się w przestrzeni własnego umysłu i tej, którą kreuje muzyka.



Arvo Part, Einaudi, John Cage... ich muzyka zawsze miała dla mnie coś kosmicznego. Szczególnie u Parta, u którego przestrzeń do ciszy i wybrzmienia jest tak samo ważna jak dźwięki. W partyturze rzeczywście wyglądają jak skupiska planet. Szukasz takich wrażeń estetycznych w muzyce?
Myślę, że częściej odbieram muzykę wrażeniowo i wizualizuje sobie rózne obrazy. Rzadziej studiuje partytury w sposób stricte intelektualny czy pod względem estetycznym. Są dla mnie narzędziem, językiem, którym posługuje się kompozytor aby wyrazić to co chciał wyrazić najbardziej istotnego poprzez swoją muzykę. Kiedy patrzę na partytury Arvo Parta wydają mi się bardzo minimalistyczne w swojej formie i jest w tym zapisie niesamowita symetria. Wykonywanie utworów o tak minimalistycznej fakturze jak np. "Fur Alina" czy "Spiegiel im Spiegiel" faktycznie wymaga ogromnego skupienia i koncentracji, aby wypełnić znaczeniem przestrzeń między dzwiękami. Najbardziej kosmiczne z wymienionego zestawu kompozytorów są jednak partytury Cage'a, wyglądają jak graficzne dzieła sztuki same w sobie.

Ciekawy jest fakt, że dla Cage'a pojęcie ciszy w ogóle nie istniało, nawet cisza wypełniona była dla niego dwiękami. Najlepszym tego przykładem jest jeden z jego najsłynniejszych i chyba w ogóle najbardziej kontrowersyjnych utworów XX wieku - "4'33", który pierwotnie miał nazywać się "Silent Prayer". Zapewne utwór ten posiada najbardziej minimalistyczną partyturę, jaką ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Jego przesłanie jest oczywiste - cisza jest tylko pozorna, jest zbiorem dzwięków, których nie możemy usłyszeć na innych częstotliwościach niż 20Hz - 20kHz. Jedynym miejscem, w którym nie rozchodzą się dzwięki jest próżnia, ale nawet kosmos wypełniają fale elektromagnetyczne, które można usłyszeć na pewnych częstotliwościach.

Dobrze, że wspominasz o Cage’u i tej z jego kompozycji, która jest znana chyba wszystkim. “4:33” przedstawia się zazwyczaj w kontekście dowcipu - którym to nie jest. Czy masz w pamięci jeszcze jakieś, nazwijmy to w ten sposób, nietypowe utwory, które przyszło Ci wykonywać albo po prostu poznać - wymagające czegoś nadzwyczajnego od artysty, np. jakiejś specjalnej preparacji fortepianu czy czegoś podobnego?
Słucham wiele koncertów i wykonań artystów z nurtu "muzyki współczesnej". W tym środowisku preparowanie instrumentów jest dzisiaj dość powszechne. Używa się do tego często wielu niekonwencjonalnych środków, przedmiotów rzucanych na struny fortepianu (jak np. Hauschka). Czasami koncert staje się w takim ujęciu performensem. Ja ograniczam się do bardziej minimalistycznych rozwiązań. Przy nagrywaniu jednego z utworów na płycie, położyłam na przykład struny łańcuszek metalowy, który zamienił brzmienie fortepianu w dźwięki przypominające orientalny instrument sitar. Takie proste rozwiązania są dla mnie bardziej atrakcyjne jeśli chodzi o preparowanie fortepianu, ponieważ dzięki temu otrzymuję efekt idący w kierunku muzyki etno, którą uwielbiam. Lubię także w bardzo minimalistycznych partiach "czystego" fortepianu nałożyć bardzo długi pogłos. Pozwala mi to odesłać dźwięki w bardzo daleką przestrzeń. Także rhodes został na płycie wielokrotnie przetworzony elektronicznie, sygnał z instrumentu przechodził przez wiele rożnych procesorów, filtrów, harmonizerów. Natomiast rhodes to sygnał niemalże elektryczno - akustyczny. Młotki uderzają w metalowe blaszki, ale każda z tych blaszek ma swój własny przetwornik, który wzmacnia naturalne, akustyczne brzmienie. Uwielbiam improwizacje na rhodesie i wyszukiwanie coraz to nowych urządzeń przetwarzających jego dźwięk.

Nagrywam wiele takich improwizacji, w których brzmienie rhodesa jest przetworzone czy nawet całkowicie "zmodulowane" i takie eksperymenty najbardziej mnie w tej chwili interesują. Na bazie tych nowych, nieodkrytych jeszcze brzmień dogrywam wtedy "czysty", akustyczny fortepian. Prawdopodobnie naturalną koleją rozwoju będzie więc użycie analogowych syntezatorów. Wszystko to prawdopodobnie ukierunkowuje mnie bardziej w stronę poszukiwań i eksplorowania “muzyki elektronicznej” niż wykonywania "eksperymentalnej muzyki współczesnej", choć granice pomiędzy gatunkami muzyki się w dzisiejszych czasach dość mocno zacierają. Najbardziej interesuje mnie brzmienie i oryginalna melodia. Sam fakt wydobycia określonego brzmienia z instrumentu jest dla mnie początkiem do poszukiwań i komponowania nowych motywów, a nie celem samym w sobie.

Kosmos jest dla ciebie bardziej niepokojący czy fascynujący?
Zdecydowanie bardziej fascynujący, ale nie w sensie wyobrażeń o przygodzie rodem z gwiezdnych wojen. Fascynuje mnie, bo budzi we mnie ciekawość czym jest wszechświat, gdzie są jego granice. Ciekawi mnie także jako źródło inspiracji wielu wspaniałych artystów. W tym kontekście proces fascynacji kosmosem trwa nieprzerwalnie od bardzo dawna a piękne dzieła inspirowane kosmosem powstały jeszcze zanim pierwszy człowiek stanął na Księżycu.


Odkrywamy dla was fascynującycych artystów. Polub fanpage Noisey Polska i bądź z nami na bieżąco