Quantcast

Average Rap Band - El Sol

O rapie z Australii jakoś za dużo się u nas nie mówi i nie pisze. Szkoda, bo na Antypodach jest tyle perełek, że być może nie wystarczyłoby wakacji, żeby je wszystkie przesłuchać.

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Jasne, że swego czasu bardzo popularne wśród polskich słuchaczy byli np. Hiltoop Hoods i M-Phazes, ale teraz jest jakby trochę ciszej. Dobrze czy też nie - nie mnie oceniać, bo zawsze stałem trochę z boku i patrzyłem na ich scenę trochę kątem oka, ale w tym roku to właśnie australijsko-nowozelandzkie kombo najbardziej mnie zauroczyło swoją produkcją. Przykro mi Kendricku, ale moimi ulubieńcami A.D. 2016 są typy z Melbourne.

Słucham od marcowej premiery, czyli już ponad dwa miesiące i ciągle mi mało. Jak na razie to tylko "El Sol" zapewniło mi w tym roku tak dużo muzycznego słońca, a za najlepsze przykłady, dlaczego się tak dzieje, niech posłużą genialna okładka idealnie ukazująca zawartość folderu (niestety, ale kompaktu i winyla nie ma, zostają tylko darmowe formaty cyfrowe oraz… kaseta) oraz linijki z tytułowego kawałka: "The Sun / traveling light years / to be right here with me / dripping space nectar / forgetting desperate winters now". Co wy na to?

Pod względem rapu nie ma tutaj nic odkrywczego ani czegoś, co zdecydowanie wynurza się ponad poziom przyzwoitości, bo Tom Scott i Lui Tuiasau są co najwyżej całkiem nieźli w swoim fachu, ale przy innych podkładach być może by przepadli. Największą ich wartością jest to, że idealnie potrafią się dopasować do leniwych i melancholijnych beatów zapewnionych przez niejakiego Macka Wintersa, którego zaprezentowaną tutaj paletę możliwości kompozycyjnych mogą pozazdrościć bardziej znani koledzy z branży.

Ile jest rapowych płyt, które łączą w sobie baleary, cloud i ambient? Niewiele, a tutaj mamy pełen popis producencki, który idealnie komponuje się z tematyką prezentowaną przez raperów i bez żadnej hierarchizacji poszczególnych numerów można stwierdzić, że obcujemy z dziełem kompletnym, przynajmniej w swojej kategorii.

Choćbym bardzo chciał to jednak wad nie znajdę żadnych. Żadnych. Dla mnie debiutanckie LP (a przy okazji warto się zapoznać z zeszłoroczną epką "Stream Of Nonsenseness") Average Rap Band jest najciekawszym z tych wszystkich albumów drugiego szeregu, o który postarali się kolesie, którzy nie silą się nie wiadomo na co, ale stawiają przede wszystkich na to, co w hip-hopie było kiedyś ważne, a powoli jest zapominane i spychane na bok. Naturalny luz. Cudo.

Average Rap Band - El Sol, 2016, wyd. niezależne