Zawsze będziemy wydawać nasze dziadowskie kasety

Z Maciejem Nowackim, odpowiadającym za projekt Kaseciarz, rozmawialiśmy o nowym albumie, znajomych z Detroit i tacie Łukasza.

|
wrz 10 2015, 12:28pm

Maciej Nowacki, foto Robert Kamionek

Krakowski Plac Wolnica wytyczony został niedługo po lokacji miasta w 1335 roku. Swoją nazwę zawdzięczał królewskiemu przywilejowi wolnego handlu, który umożliwiał kupcom raz w tygodniu, w soboty, handel mięsem poza kramami. Od tego czasu, w nieco zmienionej formie przestrzennej przetrwał do dziś. Właśnie tam spotkaliśmy się z Maciejem Nowackim - mózgiem i sercem projektu Kaseciarz, który najpierw przywrócił wiarę w polskiego surf rocka, a następnie pokazał, że jako naród nie zapomnieliśmy, jak zrobić użytek z gitary. Bardziej przypadkowo, niż celowo nasza rozmowa odbyła się w sobotę przy mocno mięsnym kebsie, przez co historia zatoczyła wielkie koło.

Wśród prawdziwego wysypu projektów niemal wyłącznie elektronicznych, Kaseciarz udowadnia, że dziadowski rock nigdy nie umrze. Jego poprzedni album, wydany w 2013 roku "Motörcycle Rock And Roll" królował w zestawieniach niezależnych wydawnictw. Po drodze Maciej zdążył przyczynić się jeszcze do promocji starej, dobrej, gitarowej sceny Detroit, o co również postanowiliśmy go wypytać. Główną przyczyną naszego spotkania, poza faktem, że to zwyczajnie zajebisty gość, był jego nowy album, którego ostateczny kształt został już właściwie ustalony.

Czytaj wywiad poniżej.

Noisey: Zacznę przewrotnie: nowa płyta tylko na kasecie?
Maciej Nowacki - Kaseciarz: Będzie cd, kasety też będą. Nie wiem, czy dogadamy się tak, żeby label zrobił nam osobne wydanie kasetowe, czy po prostu wydamy swoje, bo zawsze będziemy je robić - póki co jeszcze mi się to nie znudziło. Więc będą też te nasze dziadowskie kasety.

Jaki będzie nowy album?
Będzie inny niż poprzednie (śmiech) - to na pewno. Brzmi dziwnie, inaczej. Piotrek powiedział, że to jest trochę taka kuc-muzyka. Zawsze powtarzam, ktokolwiek o to pyta, że brzmi tak, jakby Husker Du się naćpało i grało southern rocka…

Gdzie nagrywałeś nowy materiał?
W Krakowie nagrywaliśmy w sali prób i Wytwórni Szczotek - nagraliśmy tam podstawowe tracki, czyli gitara i perkusja (ja i Piotrek), a resztę dogrywałem już sam. Basy i resztę gitar - albo w Krakowie albo w domu rodzinnym w Nowym Sączu.

Czy ktoś jeszcze pomagał wam w nagraniu?
Artur Rębisz - pomagał mi właśnie przy nagrywaniu wspomnianych podstawowych tracków.

Przed wakacjami na profilu zespołu na Facebooku ukazała się informacja, że odchodzi od was Łukasz. Co było przyczyną rozstania? Już się nie lubicie?
Lubimy się, ale nie mam nic do dodania ponad to, co zostało tam napisane, bo to był główny powód. Po prostu Łukasz będzie się hajtał w czerwcu i musi ogarnąć trochę swoje życie właśnie pod tym względem - wiadomo - trzeba się do tego przygotować. Musiałbyś go spytać - on sam pewnie ma do dodania jakieś powody.

Napiszę, że macie kosę…
Nie - nie mamy kosy, bo cały czas współpracujemy i Łukasz szykuje jakieś nowe projekty, w których też mam uczestniczyć, więc jest ok. To jest między innymi zespół Stolec - jego metalowe alter ego - on pisze tam wszystkie numery. Nie wiem czy to będzie epka, czy LP, ale jakieś riffy już są, a ja mam tam robić właśnie kucowe solówki.

A tata Łukasza nadal jest fanem Kaseciarza?
Myślę, że tak… Ostatnio jak graliśmy na wiankach w Krakowie, to bardzo chwalił. Strasznie lało - był on i 19 innych osób. Zresztą ja się mu troszkę podlizałem, bo zadedykowałem mu cały secik.

Słyszał już nowe kawałki?
Słyszał tylko te, które graliśmy, a gramy z nowego materiału chyba trzy numery na żywo - tyle tylko. Reszta to jest tajemnica…

Czyli nikt poza wami jeszcze nie zna nowego materiału?
Nie. Tak naprawdę słyszałem go tylko ja i Piotrek, Artur też. Starałem się szczególnie, żeby zachować tajemnicę przed kolegami ze Stajni Sobieski, bo liczę trochę na efekt pierdolnięcia. A poza tym wolę przedstawiać innym już skończoną rzecz.

Czyli nie planujesz rozstania ze Stajnią?
Ze Stajnią pozostaje wszystko po staremu, bo pomogła też mocno przy tej płycie. Wiesz - jakieś wypożyczanie sprzętu, czy mikrofony - wszystkiego nie mam - dopiero dokupuję.

W międzyczasie, w dużej mierze za waszą sprawą Polska usłyszała o innym projekcie - mowa o Harry & The Callahans. Nie wszyscy wiedzą jeszcze o kogo chodzi, więc opowiedz może, jak ich odkryłeś.
To są stare chłopy z Detroit - pamiętają te wszystkie złote czasy, ale po drodze za bardzo się chyba wkręcili w nakrotyki i ich płyta nigdy nie została wydana. Mieli mnóstwo archiwalnych nagrań i jakoś ich znaleźliśmy, bo cały czas się istnieją jacyś zapaleńcy, którzy kompilują to na kasetach, a ja miałem takie szczęście, żeby znaleźć właśnie to. I potem szukaliśmy tych ziomków z Łukaszem. Trzeciego - Harrego nie udało się nigdy odnaleźć - sami nie wiedzą, co z nim. Ale jakimś cudem przyjeżdżają do nas dość często. Mają jakieś fory w konsulacie USA, bo złożyliśmy stosowny projekt o dofinansowanie - w ramach promowania kultury Detroit. Detroit jest teraz w USA dość drażliwym tematem - jest z jednej strony miastem-ruiną, a z drugiej tworzy historię o ludziach, którzy potrafią przetrwać w trudnych warunkach. Więc panie z konsulatu się wzruszyły. I teraz 9. września Callahans będą grać w Krakowie, w Pięknym Psie razem z zespołem Nervosas.

A jak doszło do wizyt zespołu w Polsce?
Pierwszą wizytę tak naprawdę musieliśmy sfinansować sami - nikt nam nie wierzył, że oni istnieją, ale jakoś udało się zaprosić panią z konsulatu (którą pozdrawiam serdecznie!). No i była wzruszona. Oni w ogóle są bardzo czarującymi facetami. Potem była jakaś wspólna impreza, a im udało się zaczarować ludzi z Konsulatu. Szkoda, że nie udało im się przekonać do siebie ludzi w latach 70. w Detroit. Ale oni cały czas byli wtedy naćpani, co zresztą sami teraz przyznają.

Wróćmy do Kaseciarza. Jesteś tym samym chłopakiem, który wydawał Surfin' Małopolska cztery lata temu?
Myślałem, że w tym roku jest okrągła, piąta rocznica, ale nie umiem liczyć… (śmiech) Miałem nawet zorganizować jakąś imprezę z tej okazji, ale potem policzyłem dokładnie na kalkulatorze - więc może w przyszłym roku... A wracając do pytania, to w pewnym sensie jestem tym samym człowiekiem, bo cały czas gram, cały czas nagrywam. (blisko nas coś narobiło potwornego hałasu - przyp. red.) - Pan Jezus nie chce, żebym odpowiadał na to pytanie (śmiech). Ale jak się okazuje, przy tej płycie wróciłem nieco do schematu nagrywania debiutu, czyli ja i perkusja, a potem resztę dogrywam ja. Z drugiej strony nie jestem tym samym człowiekiem, bo nie trzymam się kurczowo surfu. W zasadzie surfowy był tylko pierwszy mój album i to nie w całości. Fajna jest przygoda z muzyką, fajnie jest się rozwijać, pozwalać, żeby to jakoś samo działało.

Więc kolejny album to niekoniecznie surf?
Nie, nie - to jest bardziej taka kuc-muzyka, tak jak mówiłem. Mamy jeden metalowy numer - można powiedzieć, że w stylu Manowara, który bardzo lubię zresztą. Trudno jest mi jednoznacznie stwierdzić w jakim gatunku mieści się ta płyta…

Słyszałem plotki, że planujecie założyć cover band Manowara...
Łukasz i ja jesteśmy wielkimi wielbicielami Manowara, więc możliwe, że kiedyś to zrobimy. Ale do tego dodałbym taki przypisek, że nie jestem fanem całej twórczości Manowara - tylko do ostatniej płyty, na której występował Ross the Boss - pierwszy gitarzysta Manowar, który był zajebistym ziomkiem, a wcześniej występował w The Dictators. Miał poczucie humoru, więc cały Manowar też je miał. A kiedy odszedł Ross oni chyba zaczęli wierzyć, że to co oni robią - że tak jest naprawdę. I potem były już utwory w stylu modlitwa wojownika…

A co denerwuje cię najbardziej w muzyce? Szczególnie takiej, w której wszystko lub prawie wszystko musisz robić samodzielnie. Nie wolałbyś kontraktu z dużą wytwórnią?
Byłoby spoko, ale na jakich zasadach… Bo gdyby mieli mnie przydzielić do jakiegoś typa, który mnie potem wpieprza do jakiegoś studia i wali presję, każe nagrywać… Przypuśćmy, że byłaby wtedy taka sytuacja, że przychodzę ze swoim sprzętem, ze swoimi efektami, a on mówi: "co tak szumi? Zabieraj te swoje efekty. Musisz wydać 800 zł na kolejny, żeby to brzmiało czyściej". Z jednej strony cieszę się, że sam nagrywam, chociaż z drugiej czasami mnie to wkurwia, bo nie mam wykształcenia w tym kierunku - uczę się na bieżąco. Jest to więc jakaś forma rozwoju, a ja coraz szybciej to robię. Naostrzyły mnie chyba pierwsze dwie płyty, bo robiłem je w Audacity, a to jest bardzo frustrujący program do robienia całych albumów. Ale teraz już jest lepiej - robię wszystko w innym programie

Planujecie zastąpić koncertowo Łukasza?
Już mamy ziomka - jest nim właśnie wspomniany Artur Rębisz. Gra ze mną również w kilku innych projektach. Jest głównie bębniarzem. Gramy razem w zespole Taxez, z Danielem. Ale ja już występowałem z nim ho ho temu - jeszcze przy okazji zespołu Vasana. I właśnie wtedy było tak, że ja grałem na basie, a on na perkusji. Teraz Artur przejdzie na bas. A ja myślę, że to jest spoko, bo w tym momencie będę miał tak naprawdę dwóch bębniarzy w zespole. Jestem ciekaw pod jakim względem to wpłynie na brzmienie zespołu - może będzie bardziej rytmicznie. Zaczynam myśleć też o nowych numerach właśnie pod tym kątem.

Albo dwie perki...
Thee Oh Sees teraz tak gra, ale my nie pomieścimy się w naszym aucie z dwiema… (śmiech)

Teraz konkrety: kiedy premiera?
Mam nadzieję, że to będzie październik. Teraz jestem jeszcze na takim etapie, że będę miksował, ale myślę, że to szybko pójdzie. Zastanawiam się tylko, czy nie dać tego do masteringu osobie trzeciej… Nie chciałem stracić tego roku, materiał powstawał już jakiś czas i teraz, kiedy jest już zarejestrowany, to chcę go wypuścić i zająć się nowym. Bo ciągle jest jakaś wena i możliwe, że kolejny nowy materiał będzie jeszcze szybciej.

A nie żałujesz, że trochę przeleciało wam festiwalowe lato - nie ukrywając jedna z lepszych metod na promocję i ogranie materiału na żywo?
Co się odwlecze, to nie uciecze - mam nadzieję. Chyba że płyta będzie chujowa, to wtedy nas nie wezmą. Na Woodstock nas wtedy wezmą (śmiech). I Jarocin. Chociaż to też byłoby spoko. Czemu nie? Ale zobaczymy - jak płyta będzie fajna i będzie dobre przyjęcie, to liczę na festiwale, bo nie ukrywam, że na OFFie jestem od pierwszej edycji.

Czyli od razu po premierze ruszacie z koncertami, czy podchodzicie do tego raczej na spokojnie?
Jeśli premiera odbędzie się w październiku, to pewnie po niej walniemy jakiś koncert w Krakowie, no i już w listopadzie sobie pojedziemy w Polskę. A potem zobaczymy.

Tylko duże ośrodki, czy zahaczycie też o mniejsze miejscowości?
Słyszałem coś o Elblągu - tam może być fajnie. W ogóle jestem fanem mniejszych ośrodków, szczególnie jeśli jest fajna publiczność. Sam jestem z takiego miasta, gdzie przyjeżdża raczej mało interesujących zespołów. Jeśli już, to najbliżej do Krakowa.

Powiedz jeszcze raz jakie to miasto. Promuj, co twoje!
Jestem z Nowego Sącza - jestem dumnym Lachem i przedstawicielem tamtejszej kultury - jaram się i liczę na to, że pan prezydent da mi klucze do miasta. Natomiast nie ma tam niestety ani klubów, ani infrastruktury, więc ludzie są troszeczkę wygłodniali.

W takim razie w Nowym Sączu też zagracie?
Tak - ja bardzo bym chciał tam zagrać. Myślę, że znalazłoby się miejsce. W najgorszym wypadku w jakimś BWA, albo na podwórku. Miejsc jest sporo. Kiedyś był nawet klub rockowy, ale już nie istnieje - dawno tam nie byłem. Fajnie byłoby zagrać w swojej małej ojczyźnie. Może z okazji Święta Dzieci Gór - to jest takie coroczne święto, teraz Kayah tam występowała. Zagramy ethno-set (śmiech).

Zmierzając ku końcowi. Jakie płyty najbardziej przypadły ci do gustu w 2015?
Z polskich na pewno Good Night Chicken. Nie dość, że grają fajną muzykę, to są jeszcze bardzo przyjemnymi ludźmi. Kiedyś miałem okazję się z nimi styknąć, chociaż byłem wtedy trochę zagoniony i na browara się nie spotkaliśmy, ale myślę, że to nadrobię. A druga rzecz to jest Złota Jesień, która nagrała bardzo fajną płytę i Emil, ich basista reklamował mi ich koncerty. Wreszcie zobaczyłem ich na żywo na OFFie i w ogóle nie miałem wrażenia, że to gra jakiś polski zespół. Grali zupełnie bez kompleksów. A jeśli chodzi o zachodnie płyty to podoba mi się nowe Thee Oh Sees, bo poprzednia była trochę wymuszona. Teraz John Dwyer ma nowy skład i bardzo spoko na tym wyszedł. Głównie jednak z nowych zagranicznych zespołów, które kupuję, to są jakieś pancury, które przyjeżdżają do Krakowa…

A na koniec może autorsko chciałbyś dodać coś od siebie?
Ludzie kochajcie się, jedzcie witaminy i słuchajcie mamy i taty (śmiech).