Quantcast

Kaz Bałagane - Źródło

Z raperami wkraczającymi z pierwszym legalnym wydawnictwem bywa różnie, ale w tym przypadku mogliśmy być pewni kilku rzeczy. Nawet tego najważniejszego - poziomu.

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Doskonale zdaję sobie sprawę, że wytwórnia która jest odpowiedzialna za wydanie "debiutu" Kaza Bałagane może odpychać, ale nie tym razem. Można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że jest to najbardziej wartościowy materiał w katalogu Step Records, ale czy na pewno jest aż tak dobry jakby początkowo mogło się wydawać?

I tak, i nie, chociaż taka teza mówiąca o najlepszym materiale wydanym w opolskim labelu wcale nie musi być na wyrost i nie mam na myśli słabych poprzednich płyt z tej oficyny, bo przecież mieli kilka niezłych strzałów. W przypadku Bałagane jest trochę inaczej i wszystko to bierze się z prostego powodu - oczekiwania wobec legalnego debiutu kolesia były olbrzymie. Apetyt systematycznie rósł w miarę jedzenia - wystarczy przypomnieć sobie tylko nagrane we współudziale Belmondo "Sos, Ciuchy i Borciuchy" oraz świetny zeszłoroczny album ze Smolastym "Lot022".

Od razu można napisać, że wszystko jest tutaj na swoim miejscu. Bardzo dobre produkcje, skutecznie podążające za współczesnymi trendami, na których mało kto w Polsce potrafiłby się dobrze odnaleźć. Nie tyczy się to akurat gospodarza, który jest świetny w tym co robi, zarówno jako raper jak i... producent, chociaż w przypadku tego drugiego fachu ustępuje pola wspomnianemu już Smolastemu czy chociażby ka-mealowi. Siłą Kaza jest jednak sam rap i wszystkie historie, które są przekazywane przez niego za pośrednictwem poszczególnych utworów. Wygrywanie życia, miejskie rozkminy czy opis wielkomiejskiego półświatka robią w warstwie tekstowej olbrzymie wrażenie i może ich wykonanie pozostawia trochę do życzenia, to jednak w ogólnym rozrachunku wychodzi na plus.

Poza jakąkolwiek konkurencją jest gościnny występ Młodego G, czyli Belmondziaka, który jest prawdopodobnie największą obecnie nadzieją polskiej sceny. Ze swoją charyzmą i bijącą zza majka autentycznością jest poza zasięgiem wszystkich, niezależnie od tego czy wpada tylko z refrenem, czy z całą zwrotką. Z dziennikarskiego obowiązku napiszę tylko, że produkcja w drodze, a przedsmakiem niech będzie "Do Następnego" - jeden z mocniejszych punktów "Źródła".

Są takie płyty, które stają się ofiarami oczekiwań wobec nich i tak być może jest ze "Źródłem". Albumem dobrym, miejscami nawet bardzo dobrym, ale chyba nie do końca dobrze zrozumianym patrząc na niektóre komentarze. Mi to nie przeszkadza, delektuję się dalej takim "Blokiem" i "Zostawiłem To", a z malkontentami pogadam za kilka lat o człowieku, który odcisnął spore piętno na polskiej scenie i stał się przykładem jak można wzorowo naśladować obowiązujące trendy i przy okazji przemycić polski pierwiastek.