Przemek Franczyk

10 najciekawszych gościnnych zwrotek Eldo

Warszawski raper to indywidualista i trudny charakter, ale przez dwie dekady na scenie nawiązał wiele nieoczywistych współprac, idąc od klasyki po eksperyment, od Trójmiasta po Czechy. Przypominamy dziesięć najciekawszych.

|
09 października 2017, 9:35am

Przemek Franczyk

W grudniu Eldo ruszy w trasę podsumowującą 20 lat scenicznej działalności. Zagra sześć wyjątkowych koncertów, które przypomną fanom wszystkie najważniejsze momenty jego kariery.

Na scenie zmierzył się z ostracyzmem, internet lubił łapać go za słowa, a pośród wielu walk, które stoczył, najważniejsza wydaje się być ta z samym sobą. Nie przeszkadzało to Eldoce pojawiać się na płytach ważnych, inspirować młodych raperów, dorzucać zwrotki do nieortodoksyjnych podkładów.

W poniższej dziesiątce starałem się unikać wyborów oczywistych, pokroju Grammatika u Pezeta bądź nagrań z członkami Molesty, z którymi Leszek stworzył później zespół. Moją intencją nie było wyczerpać temat (zostały chociażby gościnne zwrotki u Wdowy, Tedego i Chady), tylko z jednej strony zdmuchnąć kurz z paru dobrych, zapomnianych płyt, a z drugiej pokazać, że w 2017 raper wcale nie narzeka na brak formy ani zajęć. W komentarzach na profilu Noisey możecie zaproponować swoją dziesiątkę, serdecznie zapraszam.

Ideo - Nie zatrzyma nas (2000)

Mało kto pamięta już o częstochowskim Ideo, a szkoda, choćby dlatego, że to było sporo pasji i wartościowych wersów w pionierskich czasach, zaś z zespołu rekrutuje się Haem - znakomity didżej i bardzo dobry producent. "Nie zatrzyma nas" to rzewna partia smyczków, jakich wówczas w rapie było wiele (zbyt wiele) i niezapomniane wejście Eldoki, wizytówka jego dualizmu. Buńczuczne, staroszkolne "Na twojej twarzy gniew, dla mnie to blef, że zatrzymasz mnie / o czym tym myslisz, chyba śnisz, obudź się!" prowadzi do socjologizowania ze szczyptą liryzmu i patosu: "posłuchaj z czym nas kojarzą, z gadaniem bzdur i trawką / a tak naprawdę ze straconą generacją / Mimo, że wciąż gadasz kłamstwo, przyjrzyj się tym kwiatom / na śmietnik wyrzuciłaś, nas cywilizacjo".

Echo - Ponad tym gównem stać (2000)

Dena, który nie robi przyjaznego parkietom funky i małolackie Echo, które musi być śmiertelnie serio? No cóż, czasem warto zaryzykować, zwłaszcza, że Eldo patrzy w "niebo pokolorowane na niebiesko", ma odpowiednio chmurny temat i jest w swoim żywiole. "Powstał mocny angażujący numer, który po latach nie stał się własną karykaturą. Nie bez powodu w 2012 roku Małpa na czwartej części producenckiej serii "Kodex" poczynił do tego nagrania aluzję" - pisałem w "Antologii Polskiego rapu". A o chemii na linii Eldo - Echo najlepiej niech świadczy późniejsza współpraca Kaźmierczaka z reinkarnacją zespołu, projektem Echinacea.

O$ka - Mam Problem (2001)

Oczywiście Grammatik czy Fisz przetarli już nieco szlak innej wrażliwości, niemniej kiedy wychodziło "K2" Ośki, przeciętny rapowy warszawski wafel bardzo chciał nawijać więzienną gwara, deklarować ziomkom spod trzepaka miłość po kres i broń boże nie przyznać się do żadnej słabości. Dlatego Eldo otwartym tekstem mówiącym o tym jak tęskni i że nie śpi, jest pogubiony, to było jednak odważne - więcej miejsca na taki emo-rap zrobiło się dopiero po "Muzyce poważnej" Pezeta. Co z tego, że Tede drwił sobie potem "Masz problem, ale nie masz tego co ja mam / i nic ci tu nie da promocja i reklama". Bardzo fajny numer z tego wyszedł, dobrze broniący się na płycie z tak zajebistymi utworami jak (grana przez Łonę do dziś!) "Złota rybka" czy "Miałem sen". Ośka zaklął w bicie nastrój (jakby mu Noon sampel znalazł!), a Leszek jeszcze wątpił, a nie wiedział już najlepiej na świecie.

Stare Miasto - Powrót do esencji (2001)

"Minuty" Starego Miasta były albumem najpełniej definiującym "prawdziwą szkołę" w polskim hip-hopie, a opatrzony niesamowitym, głębokim bitem, świetnie skreczowany "Powrót do esencji" - wykładnikiem etosu. To czasy Obrońców Tytułu, a Kret, Eldo, Pezet i spółka byli jak oryginalni b-boye, gotowi na bitwę, przy tym chętni do edukowania niczym KRS-One. Didżeje, farba na wagonach, Grandmaster Flash i Afrika Bambaataa, wszystko to wyziera już z pierwszej, Leszkowej zwrotki. Gdybyśmy uczyli w Polsce hip-hopu w szkołach, to by była jedna z pierwszych pomocy naukowych.

Indy & Wich - Sila Slova (2002)

Czesi z zainteresowaniem przysłuchiwali się polskiemu rapowi - żeby się o tym przekonać wystarczyło przejrzeć parę numerów "Bbaraku", pogadać z kimś z jego redakcji, wybrać się na Hip-Hop Kemp i zobaczyć jak jesteśmy tam przyjmowani. Okoliczności się zmieniły, scena u sąsiadów rozwinęła, ale pamiątką po tamtych czasach jest numer Eldo z Indym i superproducentem Wichem (na "Eterni" nastąpiła rewizyta). Soczysty bit ma głębię i magnetyzuje tak, że nie nudzi się nawet po sześciu (!) minutach, a wejście Leszka przynosi ulgę po dziwnie ofbitowym gospodarzu. Eldo też nadgania podkład, ale linijki, w których znalazło się miejsce na Zolę, Castro, Havla (ukłon w stronę zapraszających), "wielkie religie dla milionów i totalitarne państwa". Tu "muzyka mówi emocjami, nie po polsku".

Pan Duże Pe - Taktowani werblem sekund" (2004)

To jest numer przesytu. Za dużo dzieje się w podkładzie IGS-a, który kombinuje z rytmem i aranżacją starając się przy tym aż nazbyt. Pe i Blef wnoszą z kolei liryczny nadbagaż, który nie pozwala kawałkowi polecieć czy może raczej ponieść. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten późniejszy, bardziej kwiecisty, wręcz ostentacyjnie literacki Eldo odnalazłby się w "Taktowanych werblem sekund" lepiej. Tu jest jednak raperem między poetami, wentylem bezpieczeństwa, przez który ujść może nieco uniesienia. I choć można trochę ponarzekać, to jednak piosenka ujmuje, a zestawienie tej - mimo jednego miejsca zamieszkania nieoczywistej, jeśli brać pod uwagę ważną wtedy kwestię wytwórni, klima twórczości - trójki razem działa. Eldo otrzymał później zaproszenie na solową płytę Blefa.

Rasmentalism - Buty z betonu (2013)

"Byłem oboma nogami gdzieś na dnie tam / biłem sam się ze sobą kijami pamięciami po plecach" - rapuje Eldo na oficjalnym debiucie Rasmentalismu. I tytuł utworu się zgadza, bo każdy, kto by chciał wejść w jego buty, musi wiedzieć, że betonu w nich rzeczywiście sporo. Ale choć blizny zostały, ran już nie ma i weteran jest w stanie dotrzymać kroku jednemu z najlepszych raperów z następnego pokolenia po sobie. Grzeje się w cieple bitu, ucieka od Rasowej autoironii, niechęci mówienia wprost, dobrze się odnajdując. "Nie spodziewałem się nigdy Eldo wraz z Rasmentalism. Jedno marzenie spełnione" - komentuje jeden z internautów. A drugi zauważa, że to jak najlepsze numery Wale'a.

HV/Noon - Wilk (2014)

Wiele rzeczy może się zmieniać, ale połączenie Noona z Eldo to połączenie klasyczne, jak mango i lassi, R2D2 i C3PO, Andrzej Buda i risercz ziemkiewiczowski. Jeżeli dodasz do tego jeszcze obrazek w postaci czarno-białych, nocnych ujęć Warszawy, to po prostu musi się udać. I udało się. Eldo bez kostiumu superbohatera, precyzyjnie posługujący się rozpalonym słowem dokłada za pomocą prostego stylu swoją cząstkę do numeru, który wydaje się być tak naładowany (Noon współpracuje z HV) dźwiękami, pomysłami i znaczeniami, że wcale słów nie potrzebuje. O ile paru raperów jest na HV/Noon absolutnie zbytecznych i odbiorcy dopytywali się o wersje instrumentalne, to "Wilk" kąsa w ucho, nie od razu daje się emocjonalnie oswoić, pozostając przewodnikiem tego stada.

Jarecki - Dystans (2017)

Wolniutko, korzennie, niemal retro. Czarna muzyka, śpiewana z feelingiem, brzmiąca jakby grał dobrze rozumiejący się zespół, a realizator nagrał go na taśmę w zadymionym studiu gdzieś na końcu świata. Słuchacz stoi zachwycony i aż nie ma kompulsywnej potrzeby doczepiać do nagrania gatunkowych etykietek. To właśnie "Dystans" z nowego albumu Jareckiego, kandydata do najlepszych płyt w tym roku. Eldo pomaga włączyć tu "pauzę w rozpędzonym świecie". Jest absolutnie na miejscu. Emanuje spokojem. Uosabia wiarygodność. Robi to, co obiecuje - rozgarnia czarne chmury jednym słowem, bez strachu. Ma to, czego tak raperom teraz brakuje – autorytet.

Gedz - Nigdy nie byłem orłem z geografii (2017)

Choć nie brak wśród młodych raperów takich, którzy uważają Eldo za zabytek języka polskiego, taką rapową wersję "Bogurodzicy", i najchętniej zdeponowaliby go za szybą, Gedz kombinuje inaczej. I cóż, opłaca mu się ten szacunek do weteranów, szpikowanie utworów follow-up'ami oraz otwartość głowy, bo jeden gościnny udział Leszka w podróżniczym kawałku daje mu więcej niż wszystkie polskie featuringi na "Egzotyce" obieżyświata Quebonafide. Warszawski "raper na końcu świata" czuje się lekko na funkującym bicie niezawodnego Grrracza. Złośliwi mogliby się zastanawiać co miał z religii i czy zbyt wybiórczo nie uczęszczał na historie, ale słychać, wbrew tytułowi, że z geografią raczej nie miał problemów. Z polskim też nie. "Bonus za konsekwencje w spełnieniu snów / w morzu uspokajam myśli, łapie sztormy do płuc / za co, po co - przyczyn nie rozkminiam / jest cudownie żyć tym momentem, deus ex machina" - nawija, a te "sztormy w płucach" zostają w pamięci, jak na dobrą metaforą przystało. Skoro spotkanie z Gedzem wyszło tak spoko, może następne z Guralem, w okolicach plaży w Pourville?

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.