Lewe Łokcie: Problemy przy trzydziestce na karku

Piotr Strzemieczny

"Tytuł to pogodzenie się ze swoim bytem, porzuceniem tego ciągłego wyścigu szczurów, zalewem niepotrzebnych informacji, strachu" - mówią Lewe Łokcie, opowiadając o swoim najnowszym, pełnym indierockowych szlagierów albumie.

Lewe Łokcie celebrują wydanie nowej płyty zatytułowanej "Spokojnie, spokojnie". Po niespełna pięciu latach od debiutu, po wielu zawirowaniach personalnych w składzie i wielu życiowych zawodach częstochowski kwartet powraca do koncertowania. O najnowszym wydawnictwie, o debiucie i wchodzeniu w dorosłość, niepowodzeniach, smutkach i żalach związanych z trzydziestką na karku i w końcu - o czym jest "Spokojnie, spokojnie", rozmawiamy z Piotrem Rogozińskim oraz Rafałem Kaflem, niezmiennymi reprezentantami Lewych Łokci.

Noisey Polska: Dobra, co się z wami działo przez ostatnie cztery i ponad pół roku?
Robert Kafel: Ta długa przerwa głównie była spowodowana zawirowaniami w składzie, a mianowicie zmianą perkusisty.
Piotr Rogoziński: Przez większość tego czasu zespół praktycznie nie funkcjonował, dopiero w zeszłym roku, gdy dołączył do nas nowy perkusista Janusz Binkowski, zaczęliśmy intensywnie pracować nad nowym materiałem.
Robert Kafel: Chociaż z perspektywy czasu myślę, że wyszło nam to na dobre. Co prawda planowaliśmy drugą płytę maksymalnie po dwóch latach od pierwszej, ale los zdecydował inaczej.

Właśnie, zmieniliście połowę składu. Skąd te roszady personalne na perkusji i basie?
Robert Kafel: Głównym powodem był właśnie brak możliwości na funkcjonowanie zespołu, tak jak sobie z Piterem wyobraziliśmy, czyli tak zwany brak czasu chłopaków i inne życiowe sytuacje. Życiowe wybory...
Piotr Rogoziński: Żeby nie zabrzmiało, że wyszły z tego jakieś nieprzyjemne sytuacje… Cały czas utrzymujemy ze sobą kontakt. Nasz basista postanowił pożegnać się z nami niedawno po skończeniu i nagraniu nowej płyty.
Robert Kafel: Nadal się przyjaźnimy!

Macie pecha, bo to kolejne zmiany w waszym składzie. Najpierw pierwszego perkusistę zastąpił kolejny, który po nagraniu płyty został zamieniony na starego. To już... trzeci pałkers w zespole?
Robert Kafel: W Lewych Łokciach, a pod wcześniejszym szyldem to by się uzbierało...
Piotr Rogoziński: Nawet przez ten czas przypałętał się też czwarty perkusista, ale długo nie zagrzał u nas miejsca.
Robert Kafel: W LŁ to drugi... W sumie trzeci. Tak, hehe, już sami się gubimy (śmiech).
Piotr Rogoziński: Perkusiści u nas znikają w niewyjaśnionych sytuacjach, jak w filmie "This is Spinal Tap".

Niedawno wydaliście drugą długogrającą płytę, którą poprzedzał podwójny singiel "Na skróty / Karambol". Na próżno tych tytułów szukać jednak w spisie utworów.
Robert Kafel: Te dwa utwory nie pasowały nam do koncepcji albumu, ale stwierdziliśmy, że są zbyt dobre na odpady. Dlatego powstał pomysł singiel i klip do "Na skróty".



Teledysk do "Na skróty" jest waszym, o ile się nie mylę, drugim w historii, tak?
Piotr Rogoziński: Nie licząc niskobudżetowego koncertowego klipu do "Leszka Komorowskiego", montowanego na Windows Movie Maker (śmiech).

We wszystkich gracie. Taka konwencja?
Robert Kafel: Dość przypadkowa konwencja. Planujemy do jednego singla zrobić klip już bez grającego bandu.
Piotr Rogoziński: Właśnie teraz mnie to uderzyło, że na każdym teledysku gramy z instrumentami... Może w przyszłości, jak będzie lepszy budżet, cierpliwość i czas, to pokażemy swoje aktorskie talenty.
Robert Kafel: Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to powstanie klip do utworu "Nic specjalnego". Możliwe, że ukaże się jeszcze w tym roku. To będzie własna produkcja.

Zanim o nowej płycie, wróćmy do debiutu. Z perspektywy czasu - udany?
Robert Kafel: Myślę że tak. Wiadomo, że w obecnej chwili trochę więcej byśmy namieszali w utworach i produkcji, ale na wszystko przychodzi odpowiedni czas.
Piotr Rogoziński: Na pewno wiele rzeczy bym pozmieniał produkcyjnie, brzmieniowo… Ale to jest już dla nas zamknięta karta. Patrząc jednak na czas i pracę, którą włożyliśmy w "Niewiele się zmienia", album był jak najbardziej udany.

Nowa karta - "Spokojnie, spokojnie". Skąd ten tytuł?
Robert Kafel: Tytuł na pewno nawiązuje do pierwszego utworu albumu, a także po części do naszych muzycznych idoli. Wydaje mi się, że także świetnie komponuje się z okładką. Ogólnie w całości.
Piotr Rogoziński: "Spokojnie, spokojnie" wziął się z "prawie" tytułowego numeru "Spokojnie". Tytuł można interpretować na wielu płaszczyznach. Dla mnie ten tytuł to pogodzenie się ze swoim bytem, porzuceniem tego ciągłego wyścigu szczurów, zalewem niepotrzebnych informacji, strachu… Cytując refren: "Spokojnie, spokojnie, nie myślę już o niczym i przestaję też liczyć, że to koniec".

Muzycznie "Spokojnie, spokojnie" to nadal dobry, staromodny indie rock, do którego nawiązywaliście też w 2013 roku. Pavement, Dinosaur Jr.... Cały czas tego słuchacie?
Robert Kafel: Ze swojej strony powiem, że tak. Jestem dość leniwy, jeśli chodzi o poznawanie nowej muzyki, ale z drugiej strony właśnie to mi w duszy gra. Cały ten staromodny indie rock, klimat utworów. Brzmienie albumów. To jest to. Każdy normalny chyba to kocha?
Piotr Rogoziński: Ja natomiast dodam, że słucham na co dzień dużo muzyki, siedzę też w klimatach bardzo odległych od tego co gramy... Choć wiadomo, że przy nowej płycie inspirowały nas takie płyty jak "Crooked Rain, Crooked Rain" Pavement czy "Icky Mettle" Archers of Loaf. Zawsze staramy się, żeby ta muzyka nie była kopią tego samego, tylko była jak najbardziej szczera i odzwierciedlała klimat, w jakim żyjemy na co dzień.

Można się pokusić o stwierdzenie, że więcej na tej płycie noise'u, przesterów i waszych krzyków?
Piotr Rogoziński: Chcieliśmy oddać klimat tego, jak nasza muzyka brzmi na koncertach czy próbach. Dlatego samą muzykę postanowiliśmy nagrać na setkę. A przy nagrywaniu wokali dużo improwizowaliśmy. Duży wpływ na to podejście do nagrywania miał nasz perkusista, który odpowiada również za miks nowej płyty.
Robert Kafel: Po części było takie założenie, choć nie przestrzegamy tego w stu procentach w trakcie tworzenia czy też nagrywania. Tak było tutaj zwłaszcza przy nagrywaniu wokali. Decydowała ulotna chwila. Nagrywaliśmy nocami, często z dużą ilością przeróżnych napojów. Janusz miał bardzo duży wpływ na to, jak brzmi ta płyta. Produkcja, miks, a także przy tworzeniu numerów. Nieskromnie powiem, że pachnie mi tu Fryderykiem...

O czym jest ta płyta?
Piotr Rogoziński: Myślę że przy tej płycie zamykamy pewien rozdział frustracji, problemów, które często pojawiały się przy zbliżającej trzydziestce na karku. Pogonią za lepszą pracą/płacą, marzeniami… Większość kawałków mówi o pogodzeniu się swoim sensem, odrzuceniem całej wszechobecnej histerii, lęków, nałogów, strachu. Pewnie jak o tym mówię, to wszystko może wydawać się depresyjne i smutne, ale ja uważam, że te numery mają w sobie bardzo optymistyczny ton i podnoszą na duchu. Dlatego też taki tytuł płyty oraz okładka, która studzi te negatywne emocje.
Rafał Kafel: Często nasze numery kojarzą się właśnie z negatywnymi emocjami, chociaż do końca tak nie jest. Myślę, że można wyłowić z tego coś optymistycznego.

Druga płyta po czterech latach. Zbyt długo czekaliście na ten moment?
Piotr Rogoziński: Tak, zdajemy sobie z tego sprawę, to trwało zbyt długo, ale jak wspomniałem wcześniej, nie mieliśmy na to wpływu.
Robert Kafel: Wydaje się, że to długi okres, ale czas szybko leci. Mimo wszystko myślę, że ten czas dobrze wpłynął na nowe utwory i cały album. Co prawda najbardziej ubolewałem nad tym, że wypadliśmy z grania koncertów. Kochamy grać na żywo i bardzo nam tego brakowało.

Na razie zagraliście w rodzinnej Częstochowie z okazji premiery płyty. Co dalej?
Robert Kafel: Szykujemy kilka promocyjnych koncertów. Właśnie w listopadzie zagramy w Łodzi, Poznaniu i w Warszawie. Zagramy także przed T.Love w Tychach, a na grudzień planujemy Kraków, Rybnik i może jeszcze gdzieś na Śląsku.

Album ukazał się waszym własnym sumptem. Dlaczego nie inne wytwórnie?
Robert Kafel: Szczerze? Szukaliśmy wydawcy. Wstępnie było zainteresowanie z niezależnego wydawnictwa, lecz koniec końców zdecydowaliśmy się, że spróbujemy sami.

Jak odbiór płyty?
Piotr Rogoziński: Myślę że pokażą to dopiero najbliższe koncerty
Robert Kafel: Na razie pozytywny, aczkolwiek dopiero zaczynamy promocję. Tak więc więcej będzie można powiedzieć pod koniec zimy.

"Rzucić wszystko i nie mieć nic na koncie"?
Robert Kafel: Nieustająca pogoń, którą cały czas usilnie wmawiają nam różne media. Nowy smartfon, nowe auto... Konsumpcja, konsumpcja, jeszcze raz konsumpcja. Ciekawe kiedy i jak to się skończy?

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.