Dobre czasy SoDrumatica

- Miałem taki moment, że nie mogłem się wyrwać z tego radosnego klimatu i nie mogłem zrobić żadnego bardziej niepokojącego numeru - mówi producent związany z Prosto. Na pewno? To czemu czekaliśmy tak długo?

|
lis 2 2017, 11:15am

"Good Times", czyli jeden z najbardziej wyczekiwanych projektów tego roku kilka tygodni temu w końcu ujrzał światło dziennie. Minęły ponad trzy lata od wydania świetnego (a w niektórych kręgach nawet legendarnego! serio, są takie przypadki!) singla, "Who Got the Funk", nastąpił pierwszy odsłuch całości i… pojawiło się totalne zaskoczenie. Co poszło nie tak?

Nic, wszystko jest jak najbardziej okej, ale zdania, co do jakości "debiutanckiego" materiału SoDrumatica są podzielone. Przeważają pozytywne opinie, jednak u niektórych da się zauważyć trochę rozczarowania, ponieważ album cechuje się zupełnie innym klimatem od tego, do którego producent zdążył ich przyzwyczaić. Nam "Good Times" bardzo się spodobało, o czym możecie przeczytać w recenzji, ale tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się fenomenowi samego producenta i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego były tak wygórowane oczekiwania wobec tej produkcji.

Dlaczego tak długo czekało się na ten album? Odpowiedź jest bardzo prosta. Życie.

Wydaje mi się, że była to konsekwencja moich wyborów i wahań życia osobistego. Pojawił się syn, jakby wiele rzeczy trzeba było dostosować do życia rodzinnego. Wahania… Długo też zastanawiałem się nad tym, jak ma wyglądać ta płyta. Jakich gości mam zaprosić, czy ma być rap, czy nie. Ile instrumentali… Początkowo miały być 23 numery, a ostatecznie skróciłem to o ponad połowę. Trochę odpadło w drodze selekcji, jakaś część przetrwała próbę czasu - mówi Wojciech Rusinek, czyli SoDrumatic.

Ostatnio dochodziłem do takich myśli, że nie powinienem był wydawać tej płyty i trzaskać same single, epki, a może próbować się w innym wydaniu... Czułem, że jest jakieś oczekiwanie i presja. Nie chciałem doprowadzić do sytuacji, kiedy nie wychodzi ten album, ale czasami byłem bliski załamania i zrezygnowania z niego - dodaje.

Oczekiwania były bardzo duże, bo przecież nie każdy ma możliwość udostępnienia swoich produkcji takim asom, jak Sokół czy Ten Typ Mes. Do tego kilka bitów dla tych mniej znanych, niekoniecznie prezentujących o wiele niższy poziom, takich jak Kuba Knap, Gedz i Paluch. Owszem, można się przyczepić o to, że Rusinek dał swoje beaty również tym, którzy nigdy nie powinni brać majka do ręki, jednak warto zastanowić się nad inną rzeczą.

Można dyskutować i polemizować a propos niektórych wyborów, może nie w takim wymiarze, jak w przypadku mało logicznej selekcji WhiteHouse na kolejne "Kodexy", jednak nie można mieć zastrzeżeń do samego producenta. Od zawsze był gwarantem wysokiej jakości i nawet ze średnich raperów potrafił zrobić rasowych nawijaczy, na których patrzyło się już zupełnie inaczej. Ilu z was chciałoby słuchać Kaliego lub Kobry na kolejnych takich samych podkładach? Eklektyczne melodie i przestrzenne beaty SoDrumatica zaczęły robić cuda. Wielu raperów zaczęło się po prostu słuchać, a najlepszym przykładem będzie… VNM. Raper dobry, dla wielu kompletny, jednak do pewnego momentu twórca, którego brakowało kropki nad i, czyli dobrych bitów, a raczej wpasowania się w odpowiednią konwencję.

W tym przypadku z pomocą przyszedł właśnie Rusinek i to właśnie ta dwójka stworzyła jeden z najbardziej rozumiejących się duetów w dziejach naszej sceny. Symbioza idealna, chemia, której nie powstydziliby się Łona z Webberem czy Peja z Magierą. Najlepsze numery byłego członka 834 zostały wyprodukowane właśnie przez dzisiejszego bohatera. Może wspólny album? VNM został wspomniany nieprzypadkowo z dwóch powodów. Pierwszy jest już znany, drugim jest natomiast… tracklista "Good Times". Nie ma na niej ani MC z Elbląga, ani innych raperów.

Był nawet jeden numer gotowy, z 2stym. W międzyczasie chęć elektronicznego podejścia spowodowała, że nie widziałem możliwości zrobienia czegoś takiego w Polsce. Było kilka prób przeniesienia rapu na klubowe brzmienia, ale wszystko kończy się to "rapem na elektronice" i nie wszystko to ze sobą gra. Raperzy nie do końca wykorzystują potencjał bitu i nie okraszają go słowami, tylko piszą zwrotki. Robienie elektronicznego bitu ze zwrotkami mija się z celem. Na imprezie nikt nie będzie się w to wsłuchiwał - mówi, po czym wspomina VNM-a: z nim mam taki kontakt i vibe, że ustalilibyśmy wspólny temat, ale mocno się uparłem, że skoro nie będzie jednego czy dwóch raperów, gdzie odnosiło się to też z odmową niektórych MC's, np. Mesa. Nie mogłem się z nim złapać to stwierdziłem, że podaruję sobie rap i zrobię najpierw instrumentalne utwory, a potem dodam do nich wokale.

"Good Times" to raptem 10 maksymalnie treściwych numerów, ale tylko w kilku z nich pojawiają się wokale. Producent zaznacza, że wokaliści zwyczajnie bardziej pasowali mu do jego koncepcji elektroniki, a i sam klimat jest dość specyficzny, jak na polskie warunki "rapowe".

Ciężko znaleźć na polskim rynku radosne numery hiphopowe. Z reguły pisze się lepiej o tym co jest złe, ciężkie i przygnębiające, natomiast tutaj jakby z automatu wszystko zaczęło się kręcić wokół wokalistów i bardziej przyjemnych klimatów.

Nowa płyta to także zupełnie nowy rewir, dotychczas nieznany w Prosto, eksplorujący house, UK garage, footwork, a nawet klimaty znane z modnych londyńskich klubów. Czy jeszcze kilka lat temu można było sądzić, że takie będzie można posłuchać takich rzeczy w oficynie Sokoła? Nie, absolutnie nie.

W USA byłem 10 lat temu, krótko, przez pół roku. Był moment, gdzie byłem mocno zapatrzony na Stany Zjednoczone, ale ostatnimi czasy poszło to w bardziej instrumentalnym kierunku i zacząłem mocno jarać się klubowymi rzeczami - zacząłem grać elektroniczne sety. To wszystko mocno wpłynęło na to, że zajawa na brytyjskie klubowe brzmienia, pojawiła się na tej płycie. Jaram się takimi rzeczami od dawna, ale kiedyś nie miałem warunków, żeby je robić. Dzisiaj budzi się we mnie chęć wyrzucenia tego z siebie i rozwijania się w tym kierunku. Jak już zacząłem słuchać BBC Radio 1Xtra to ciężko było od niej uciec - opowiada autor "Good Times".

Po tym wszystkim rodzi się pytanie: co dalej? Nowy album to również kilka pozostawionych szkicy, które być może pojawią się na innych projektach. Lepszych, gorszych, nie ma to teraz znaczenia, bo SoDrumatic zrobił z tą płytą coś ważnego i to zapewne nie tylko w kontekście samej wytwórni otwierającej się coraz to mocniej się na nowych słuchaczy. Zaprezentował takie spektrum własnych umiejętności, których może mu pozazdrościć niemalże każdy w tym kraju. Duży wyczyn.

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.