Quantcast

Mikołaj Trzaska & Jacek Mazurkiewicz - Nightly Forester

Dwóch muzyków, kontrabas, saksofon i klarnety. I muzyka w każdej mierze transowa, raz skoczna i frywolna, raz piorunująco masywna i przygniatająca.

Piotr Strzemieczny

Chyba od dawna nie czekałem na jazzową płytę tak jak czekałem na "Nightly Forester". Wspólny album Mikołaja Trzaski i Jacka Mazurkiewicza zapowiadany był już od dłuższego czasu, a premiera przeciągała się i przeciągała. Po rewelacyjnym singlu "Runo", który muzycy wydali u Sebastiana Buczka w AltanovaPress, przyszedł czas na pełnoprawny album długogrający. I wiecie co? Było na co czekać.

Obaj muzycy niedawno odbyli trasę koncertową promującą "Nightly Forester", ale jak podczas gigu w łódzkiej 6. dzielnicy przyznał Mikołaj Trzaska, płyt w październiku jeszcze nie było, choć powinny być od jakiegoś czasu. Płyt do niedawna nie było jeszcze wcale, mimo że mamy już drugą połowę listopada. Cóż, siły wyższe, zdarza się. Grunt, że materiał jest już dostępny. A jest to materiał naprawdę mocny.

Trudno żeby było inaczej, gdy spotykają się ze sobą tak wybitne muzyczne osobowości. O Trzasce można pisać dużo, wiele i jeszcze więcej godzinami, dniami i miesiącami, a jego twórczość stale i stale będzie dostarczała nam nowych doznań. Trójmiejski artysta w tym roku hucznie obchodził pięćdziesiąte urodziny, organizując w Studiu Koncertowym PR im. W. Lutosławskiego rewelacyjny koncert. Pięćdziesiąt lat to także dobry czas, żeby podsumować swoją dotychczasową działalność. A ta u Mikołaja Trzaski jest barwna i bogata, żeby wymienić tylko najbardziej banalny przykład - Miłość. W tym roku Trzaska wydał także solowy album "Delta Tree", a niedawno ukazała się jego ścieżka dźwiękowa do "Wołynia". Końcówka 2015 to singiel "Runo", w którym słyszeliśmy też kontrabasowe partie Jacka Mazurkiewicza.

O Mazurkiewiczu też nie da się nie powiedzieć ciepłych słów. Jego ubiegłoroczny album "Mneme", który nagrał jako 3FoNia, ukazywał możliwości kontrabasu po odpowiedniej preparacji instrumentu i dodaniu różnych efektów, tworząc drone'owo-ambientowe tony. W składzie Modular String Trio poszedł krok dalej, stawiając na elektroakustyczną improwizację łączącą i folk, i jazz, i muzykę elektroniczną w rozumieniu eksperymentalnym, przez co w tym tak naprawdę kwartecie działo się i dzieje nadal bardzo dużo interesujących rzeczy (dwie tegoroczne płyty to idealne dowody). No i "Runo", ubiegłoroczny singiel, efekt wspólnej pracy z Mikołajem Trzaską w kaszubskiej leśnej głuszy. To działo się w ubiegłym roku, materiał przeleżał, dojrzał i jest pełen pięknych, melancholijnych melodii saksofonu i klarnetu Trzaski oraz budującego napięcie kontrabasowego tła Jacka Mazurkiewicza. "Nightly Forester" zawiera raptem dziewięć kompozycji, które swoim minimalistycznym charakterem po prostu miażdżą słuchacza. I wciągają.

Dwóch muzyków, kontrabas, saksofon i klarnety, i muzyka w każdej mierze transowa, raz skoczna i frywolna, głównie za sprawą klarnetu Trzaski, raz piorunująco masywna i przygniatająca, tutaj ukłon w stronę preparowanego kontrabasu Mazurkiewicza. Ale jest w tych nagraniach ogromna dawka melancholii; może nie takiej, jaką Trzaska nam dostarczał na "Wołyniu", ale takiej swoistej, metafizycznej melancholii, którą czuje się każdą częścią ciała, gdy się tylko lepiej wsłuchać. Pojedyncze partie klarnetu już w otwierającym wydawnictwo utworze tytułowym "Nightly Forester" ujmują, budując tę smutną narrację, ale też narrację pełną niepokoju i niepewności. Duża w tym zasługa drone'owego podłoża kontrabasu wygrywanego za sprawą smyka. Podobne motywy, motywy rozciągnięte w czasie, psychodeliczne i oniryczne, jednocześnie bardzo zawiłe i momentami klaustrofobiczne, znajdziemy w kolejnych nagraniach. "Pocket Snakes" to popis umiejętności Mazurkiewicza, jego mocne, ciężkie partie grane na kontrabasie i towarzystwo Trzaski to tylko uzupełnienie przygniatających dźwięków Jacka. Zapętlana fraza Trzaski w "Moths Around a Light", początkowo smętna i powolna, z upływem czasu ożywa i nabiera szybszego tempa, interesująco kontrastując z pojedynczymi partiami Mazurkiewicza. Nie bez znaczenia są tu też pierwiastki ludzkie i zewnętrzne. Ludzkie, czyli tradycyjne dla gdańskiego trębacza przełykanie śliny, łapanie oddechu, ślizganie palcami po strunach kontrabasu. I te zewnętrzne - cykanie świerszczy w tle, zgrzyty i szumy pojawiające się między instrumentami. 

Czy to dobry album? Oj tak; a czy można było wymagać od tego duetu czegoś więcej? Chyba nie. "Nightly Forester" łapie się w całości i wraca, wraca, wraca. I wraca raz jeszcze.