10 artystów, których warto obserwować w tym roku

Debiutanci z doświadczeniem, którzy sami sobie postawili wysoko poprzeczkę. Następne miesiące pokażą czy sprostają wymaganiom.

|
sty 17 2017, 10:29am

Pamiętam jak miałam jakieś osiemnaście lat i nikt mi nie chciał wierzyć, że Teyana Taylor ma wszystko, co jest potrzebne do zrobienia oszałamiającej kariery. Trochę to trwało zanim trafiła na plan teledysku Kanye Westa, ale wysiłek się opłacił, gdy premierowo pokazano klip do "Fade" i dosłownie każdy zachwycał się tą choreografią, umiejętnościami i ciałem, a potem po przesłuchaniu remiksu "Champions" dodawał jeszcze zdziwiony: to niedość, że się tak świetnie rusza, to jeszcze tak zajebiście śpiewa? 

Zatem, żeby uniknąć sytuacji sprzed lat, już teraz robię listę przyszłych wygranych, żebyście mogli zabłysnąć na domówce swojego najlepszego przyjaciela, który w roli DJ YouTube'a będzie chciał ochoczo zaprezentować wam jedynkę z listy przebojów, gdzie wy rzucicie tylko hipsterskim zwrotem: słyszałem to zanim było modne. 

Niekoniecznie na liście są strice debiutanci bez żadnego wydawnictwa na koncie, bo zarówno Moo Latte jak i Justine Skye, są świeżo po premierach. To raczej muzycy z doświadczeniem, którym brakuje jeszcze odrobiny szczęścia, by wskoczyć do mainstreamu. Teyana czekała na to jakieś 6 lat; wierzę, że gromadce poniżej zdarzy się to o wiele szybciej. W sensie - jeszcze w tym roku.

Coals

Katarzyna Kowalczyk i Łukasz Rozmysłowski po cichu pracują na swój sukces od września 2014 roku i wreszcie docierają tam, gdzie powinni znaleźć się już na samym początku. W dobie bezgranicznej miłości do lat 90., pochylaniem się nad zjawiskiem, jakim jest polskie dresiarstwo i nieustannej tęsknoty za Sigur Rós, projekt Coals wydaje się być idealną mieszanką dla pokolenia millenialsów. Z dużym prawdopodobieństwem nadchodząca płyta duetu namiesza na polskiej scenie. Skąd to przypuszczenie? Wystarczy odpalić "RAVE03'", produkcję Bobkovskiego, koniecznie z wizualizacją, a potem już tylko przytaknąć, że mam rację. Ten numer sprawia, że nie masz pojęcia za czym tak bardzo tęsknisz, ale to coś rozrywa ci serca na kawałki. Och, te emocje. Tyle potrafią zmienić w muzyce. 

Moo Latte

Łatwo można było przegapić debiutancki album Moo Latte w natłoku świątecznych kolęd, pakowania prezentów pod choinkę i odsłuchu trzeciego albumu Run the Jewels, ale nawet kilka tygodni później "Tubism" brzmi tak dobrze jak w dniu premiery. I to wasza szansa, by zapoznać się z kojącą twórczością polskiego producenta, lubującego się w nowej fali połączonej z hip-hopem, jazzem i folkiem. To bardzo organiczny projekt, który trafi zapewne do tych najwrażliwszych. Przykładowo do tych, którzy w kwietniu wybierają się na koncert Oddisee. Odnoszę wrażenie, że "Tubism" to także doskonałe przejście z ponurej zimy do rozkwitającej wiosny. I oby adekwatnie do wznoszącego się słońca, rosło też zainteresowanie niespotykanym talentem Moo Latte.  

Julia Wieniawa

Na swój pierwszy casting poszła w dresie z myślą, że nie dostanie roli. Tym sposobem od czterech lat gra w popularnym serialu "Rodzinka". Potem spontanicznie wpadła na pomysł nagrania elektronicznego utworu "Co mi jest", którym zwróciła na siebie uwagę duetu Flirtini. Napisanie dla nich pulsującego kawałka "Na zawsze" zajęło jej zaledwie chwilę, a brawa po premierze słychać do tej pory. I pomyśleć, że Julia Wieniawa ma dopiero osiemnaście lat. Równolegle z przygotowaniami do matury, trwają prace nad epką z pięcioma lub sześcioma nowym piosenkami. Można się pomylić i pomyśleć, że nasza licealistka to młodsza siostra Klaudii Szafrańskiej z zespołu Xxanaxx. W tym roku marzę tylko o jednym - ich wspólnym nagraniu. 

Dister

Pierwszy raper w De Nekst Best, który nie jest VNM-em. To brzmi dumnie, ale również narzuca presję podobną rozmiarami do tego, co przeżywał Sitek przed premierą debiutanckiego albumu. Szczęśliwie, "Wielkie Sny" obroniły się bez najmniejszego problemu i wierzę, że nie inaczej będzie w przypadku Distera, który na "Face-Swap" u swojego mentora pokazał, że jest głodny sukcesu, jak mały który raper w tym kraju, a najlepsze dopiero przed nim. Zatem konkretna nawijka już jest, setki punchlinów wyćwiczone do bólu, a do całego zestawienia brakuje jeszcze tylko świetnych beatów (obstawiam, że tych idących bardziej w stronę newschoolu). I jeśli uda się przezwyciężyć tę największą bolączkę tego projektu, VNM może obwieścić się guru headhunterów polskiego rapu.

Masia

Masia ma na swoim koncie dwie epki - "Pościelówę" oraz "Bezkres" - ale wciąż zarówno jej twórczość, jak i ona sama, pozostaje wielką zagadką. Nie jest przecież raperką w prostym znaczeniu tego słowa, bo żadna z polskich MC nie wyśpiewałaby tak oryginalnych życzeń z manierą Nosowskiej, jak Masia zrobiła to w "Całemu światu". I nie jest też wokalistką pokroju radiowych panienek, bo żadna z nich nie nawinęłaby tak odważnych wersów jak to, czego świadkami byliśmy wszyscy w "Najgorsze/najlepsze". Polska scena cierpi na deficyt dziewczyn, które bawią się ojczystym językiem i hip-hopem jednocześnie. Tak, wiem, nic wam nie rozjaśniłam, ale z całą pewnością zrobi to kolejna płyta Marysi. 

Ja tam jeszcze nie wiem jak będzie się nazywała płyta. W ogóle mnie to nie martwi, odczuwam w związku z tym lekką ekscytację nieznanym. Wiem wstępnie gdzie ją wydam. Wiem że będą na niej bity Salvare. Mam już jeden, taki troszkę rege, 120 bpm. Piszę piosenkę "Oxytocyna" (to hormon miłości), mam dwie zwrotki po 8 wersów i refren. Zrobię jeszcze bridge. Dostałam pod choinkę mikrofon od kochanej mamy mojej, będę nagrywać w szafie jak za małolata - pisała Masia w poście na swoim nowo powstałym blogu. 

Darrell Cole

Jego rodzina pochodzi z Sierra Leone, on zaś sam urodził się w Londynie, po czym z matką i małym bratem przeniósł się do Belgii. Po połowicznym sukcesie "Growing Pains", które choć docenione przez listy przebojów, przeszło bez echa w innych mediach, wyprowadził się do Barcelony. Sami widzicie - życie Darrella Cole'a kryje w sobie wiele tajemnic, a gdy ma się smykałkę do opowiadania historii, której może pozazdrościć Nas i flow przypominające smutne rapy Joeya Bada$$a, nie pozostaje nic innego, jak robić karierę w rapie. Jeszcze w zeszłym roku Brytyjczyk podzielił się gorzkim numerem "Take Me Away", który powolutku rośnie w oczach recenzentów, a następnie rozgrzewał publiczność przed koncertami Taliba Kweli aż w trzech krajach. Jeśli ktokolwiek miałby nagrać nową wersję "Brenda's Got a Baby" Tupaca, to w tej roli widzę tylko Cole'a. Dobrze, że chłopak zaplanował na ten rok kilka nowych singli i finalny projekt - długo wyczekiwaną epkę.

Mabel 

Kiedy twoją matką jest Nenah Cherry, autorka przeboju-który-znasz-ale-nie-wiesz-że-to-to "7 Seconds", a ojcem Cameron McVey, producent Massive Attack, czy tego chcesz czy nie - jesteś skazana na karierę muzyczną. Ale nie wspominam o muzycznych korzeniach Mabel, by już z góry narzucić jej rolę do odegrania, ale bardziej podziwiam, jakie zaplecze ma za sobą. 

Wydany w zeszłym roku najtisowy singiel "Thinking of You" i równie świetne remiksy przepadły gdzieś w gąszczu tego, co prezentowały m.in. Dua Lipa, Jessy Lanza i Shura, ale wierzę, że w przeciągu kilku najbliższych miesięcy Mabel rozkręci się na tyle, by spokojnie stać z nimi w jednym szeregu.

Larry June

Po przesłuchaniu kooperacyjnej epki z Cookin Soul "Orange Season" sprzed kilku miesięcy nasunęło mi się tylko jedno pytanie - gdzie można zgłaszać swoich kandydatów do Freshman Class magazynu XXL? Larry June bezapelacyjnie powinien znaleźć się wśród świeżaków, którzy ot tak potrafią rozpalić ogień swoimi rymami. 

Pal licho tę listę, Larry June już teraz planuje, jak zdominować rapowe środowisko w tym roku. Do sieci trafił niedawno klip do utworu "The Scale". Muzyk jest gotowy nie tylko na podbicie waszych playlist, ale także ma już własną wersję okładki "Time", gdzie na niby uhonorowano go mianem "Człowieka roku". Bezczelny z talentem. Tacy zachodzą w życiu daleko. 

Ava Raiin

Współpracuje od lat z Blood Orange, wspierając go wokalem w chórkach, jeździ z nim w trasy, a przy "Freetown Sound" rozkwitła już zupełnie, ale pora w końcu na wyjście przed szereg i solowe przedsięwzięcie. Pochodząca z Nowego Jorku, Ava Raiin, swoje brzmienie określa jako eksperymentalny soul, choć dla mnie brzmi jak Erykah Badu na (jeszcze większym) haju. W zeszłym roku premierowo ukazały się dwa numery - ciekawe, choć niekoniecznie porywające, "Underneath the Stars", oraz bardzo plemienne i elektryzujące zarazem, "Eagle Eye". Ava Raiin może być z powodzeniem damską odpowiedzią na twórczość Dev Hynesa.  

Justine Skye

Zeszły rok przyniósł wiele niedocenionych singli w świecie czarnej muzyki, takich jak "Prolly" Sevyn Streeter czy "U Don't Know" Justine Skye. I o ile ta pierwsza swoje pięć minut zawdzięcza Chrisowi Brownowi, ta druga wciąż szuka swojej szansy. Do wspomnianego numeru dograł się Wizkid - ten sam, który zagościł u Drake'a w powszechnie znanym "One Dance". Wydawać by się mogło, że Justine Skye zmięknie pod wpływem presji, co zdarzało się koleżankom po fachu, ale niedawną epką "8 Ounces" udowodniła, że surowość i nieprzewidywalność to podstawy jej działania. A z tą urodą porównywaną w komentarzach do Naomi Campbell wystarczy jeszcze jeden singiel na miarę "U Don't Know", by diadem księżniczki R&B zmienił swoją właścicielkę.