Quantcast

Andrzej Korzyński - Akademia Pana Kleksa

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Wiecie jaki jest najpopularniejszy polski film wszech czasów? Ja nie wiem, mimo że mam kilku faworytów, ale doskonale sobie zdaję, że "Akademia Pana Kleksa" Krzysztofa Gradowskiego znalazłaby się w samej czołówce zestawienia.

Nie ma sensu dyskutować o samym filmie, bo każdy z nas zapewne widział każdą część niejednokrotnie, ale nieprzypadkowo dzisiaj wspominam o jednym z reliktów PRL. Niedawno na rynku pojawiła się muzyka ilustracyjna do filmu, za którą odpowiada Andrzej Korzyński. Po kilku seansach z albumem można dojść do wniosku, że słuchanie jego kompozycji sprawia o wiele więcej radości aniżeli zagłębianie się w adaptację książki Jana Brzechwy.

Po raz pierwszy (!!!) w obiegu pojawiła się muzyka ilustracyjna do "Akademii Pana Kleksa". Legendarna i nieosiągalna do tej ścieżka dźwiękowa autorstwa Korzyńskiego pozwala zupełnie inaczej spojrzeć na sam film oraz piosenki, które zostały wcześniej przez niego napisane na potrzeby ekranizacji.

Zaskakuje rozstrzał stylistyczny. Najprościej można powiedzieć, że funk miesza się z progresywnym rockiem z mocnym udziałem orkiestry symfonicznej, ale... nie będzie to prawdą. Weźmy taką "Inwazję Wilkołaków", która jest krautrockiem w swojej najczystszej postaci. A "Doktor Paj-Chi-Wo/Cudowne Uzdrowienie" i "Na Targu w Klechdawie" emanujące swoim orientalizmem? A elektroniczne "Trzecie Oko Wyrusza w Kosmos" i nowofalowa "Walka Planet"? Takich niespodzianek jest jeszcze więcej. Poznawanie nowości, jak i odkrywanie zupełnie nowych form doskonale znanych wcześniej utworów ("Zlot Bajek/Motyw Bajkowy I" i "Lot Adasia" - na pewno poznacie!) sprawia olbrzymią frajdę.

Nie można zapominać też o muzykach sesyjnych, którzy wykonali tytaniczną wręcz pracę, bo oprócz orkiestry pod dyrekcją samego Korzyńskiego i Jana Pruszaka pojawiają się uznane nazwiska współpracujące już wcześniej z kompozytorem. Są Winicjusz Chróst i Arkadiusz Żak ze swoimi niesamowitymi partiami gitar, jest Marek Stefankiewicz wnoszący dozę nowoczesności instrumentami klawiszowymi, są też nadający odpowiednie tempo perkusiści Adam Lewandowski i Wojciech Kowalewski.

Domowe archiwa Korzyńskiego kryją jeszcze wiele skarbów i trzeba mieć tylko nadzieję, że z czasem jakaś ich część zostanie pokazana. Nie wiem czy wypada o to prosić publicznie, ale co mi tam: Panie Andrzeju, wiele osób naprawdę na to czeka.