Quantcast
Aesop Rock - The Impossible Kid

Ewolucja Aesop Rocka imponowała już na poprzednim krążku. "The Impossible Kid" jest kontynuacją drogi, jaką obrał artysta podczas nagrywania "Skelethon". Oznacza to, że mamy do czynienia z prawdopodobnie najbardziej przystępnym krążkiem rapera.

To niesamowite, gdy artysta niemal dwadzieścia lat od rozpoczęcia działalności artystycznej wciąż potrafi zaskakiwać. Tak też było z Aesop Rockiem na albumie "Skelethon" - ostatniej solówce rapera, wypuszczonej w 2012 roku. Mniejsza o zaskakujące przystępne flow czy upragnioną pełną świadomość własnego głosu. Ian Bavitz postanowił odciążyć swojego etatowego producenta, Blockheada, i wziąć całość produkcji na własne barki, co udało mu się niesamowicie.

Nie była to pierwsza tego typu próba: większość bitów z wydanego w 2003 roku "Bazooka Tooth" również wyszło spod ręki Aesa, tylko wówczas brzmiało to jak nieudolna imitacja industrial rapowych produkcji Company Flow i El-P. Zmulone, zadymione brzmienie? Słabe aranżacje? Nieciekawe melodie? Zapomnijcie o tym. Na "Skelethonie" Aesop udowodnił, że jest producentem kompletnym, o doskonałym wyczuciu melodii, z wiedzą, jak ułożyć bębny, by bujały głową, a jednocześnie nie ograniczały się do naprzemiennego wybrzmiewania stopy, werbla i hi-hatu. Wielowarstwowe podkłady idealnie współgrały z liryką. W tej warstwie pojawiło się największe zaskoczenie.

Jeżeli nie wiecie - co w raczej wątpię - Aesop Rock to raper o największym zasobie unikalnego słownictwa, który w tyle zostawia nawet Szekspira czy Hermana Meville’a. Ba, teksty Aesa przepełnione są takimi neologizmami i metaforami, że nawet osoby posługujące się językiem angielskim na poziomie zaawansowanym mogą mieć z nią problemem. Przed "Skelethon" śmiano się, że ulubionym utworem fanów artysty jest "Daylight", ponieważ to ten utwór obfitował w najbardziej zrozumiałe, klarowne wersy. Wszystko to do czasu trzeciej zwrotki z utworu "Gopher Guts", na której to Aesop po raz pierwszy od dawna nie ubiera myśli w przenośnie, a mówi wprost o tym, co czuje. Zwrotka ukazująca rapera jako tkwiącego w depresji, nienawidzącego siebie człowieka, który nie potrafi stworzyć normalnej relacji z drugim człowiekiem była brutalnie i ujmująco szczera. A przy okazji był to prawdopodobnie najlepszy możliwy sposób na zakończenie albumu - lepszej kropki nad i nie można sobie wyobrazić.

To tyle w ramach przydługiego wstępu - zajmijmy się najnowszym krążkiem artysty. "The Impossible Kid" to w sporej mierze kontynuacja "Skelethona". Skoro byliśmy dopiero przy liryce, Aesop mówił w wywiadach, że w przeciwieństwie do swoich poprzednich albumów nie zależało mu na unikaniu "ja" w tekstach. Ponadto raper skupił się po prostu na byciu lepszym tekściarzem zamiast tworzeniu najbardziej skomplikowanych wersów. Wyniki mamy na "The Impossible Kid" i są one dość zaskakujące, bo jesteście w stanie uwierzyć, że Aesop Rock nagrał utwór niemal całkowicie pozbawiony metafor?

"Blood Sandwich" to najprawdopodobniej najbardziej przystępny numer w całej twórczości rapera. Krótkie historyjki o dwóch braciach rapera: młodszym grającym w baseball i starszym, będącym fanatycznym fanem industrial metalowego zespołu Ministry wydaje się pozornie zwykłymi storytellingami. Nie brakuje tu momentów zabawnych, jednak cała pointa tkwi w refrenach, w których Aesop uświadamia sobie, jak ważni są dla niego bracia i żałuje, że nie spędza z nimi tyle czasu, co kiedyś. Trudno nie poczuć wtedy ciężaru emocjonalnego, spoczywającego w tym utworze (i powstrzymać się przed zadzwonieniem do swojego rodzeństwa - to wcale nie prywata!).

Produkcyjnie utwór w żaden sposób nie zawodzi: pierwsza zwrotka pozbawiona zupełnie stopy i werbla w całości funkcjonuje na syntezatorze, brzmiącym jak zaczerpnięty z utworów Klausa Schulza - druga z kolei to już z kolei podfunkowany, ale mocno podszyty reminiscencyjną melancholią bit z genialną partią gitary.

Dlaczego jednemu utworowi poświęcam tyle miejsca? Nie da się ukryć - to jeden z najlepszych utworów w karierze Aesop Rock i mocny kandydat do najlepszego singla roku.

Nie znaczy to, że reszta płyty jest gorsza: "Supercell" to obraz introwertycznego faceta, który ujawniał nam się już w "Gopher Guts" ze "Skelethona". Oprócz świetnej warstwy tekstowej, zwróćcie uwagę na muzykę - funkowa partia basu funkcjonuje tu obok zagranego na melotronie mostka, który najprawdopodobniej został wysamplowany z zapomnianej progrockowej płyty.

W "Dorks" Aes opowiada z kolei o zupełnym wyizolowaniu, rozpoczynając utwór niemal horrorcore’owym dwuwersem "If I died in my aparatment like a rat in the cage/Would the neighbour smell the corpse before cat ate my face", po czym w refrenie rzuca "Maybe no one cares/Party over here, I’ll be over there". O co chodzi? Ano problemy emocjonalne doprowadziły do tego, że raper mieszka teraz w domku w środku lasu.

Pewnie zdążyliście się już domyślić, że Bavitz otwiera się na "The Impossible Kid" tak jak nigdy wcześniej. Owszem, bardzo dużo uwagi zostało poświęcone depresji artysty i eksploatowaniu własnej psychiki. I to do takiego stopnia, że w "Shrunk" Aesop opowiada nam o swojej wyprawie do psychiatry. Położona ona została na przebasowanej, nisko płynącej produkcji, w której tle ukrywa się zaskakująco sporo szczegółów - zwróćcie uwagę jak z drugą zwrotką wchodzi dość cicha partia, brzmiąca jak akordeon. Niby nie jest taka ważna, a jednak w znacznej mierze buduje klimat.

Co do atmosfery zresztą - zaskakujące jest, jak Aesop Rock czerpie z dokonań swojej dawnej ekipy, Definitive Jux, jednocześnie będąc na tyle oryginalnym, aby nie móc jego bitów w żaden sposób nazwać epigonizmami tamtych produkcji. Co więcej, jestem w stanie z czystym sumieniem powiedzieć, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie, aby na kolejnym albumie Aes powrócił do współpracy z Blockheadem. Nie zrozumcie mnie źle - były etatowy producent autora "The Impossible Kid" to naprawdę dobry beatmaker, ale ostatnie dokonania obu muzyków wyraźnie wskazują na to, że więcej do zaoferowania pod względem świeżości ma Aesop.

Podsumowując, "The Impossible Kid": teksty stoją na najwyższym poziomie, Aesop ma przyjemne flow, zyskał taką świadomość głosu, że nawet ten przeciągany refren w "Kirby" jest miły dla ucha, a bity znowu są klasą samą w sobie. Składa się to na najbardziej przystępny krążek w całej dyskografii Aesop Rocka. Początkowo można przyczepić się do momentów, w których wydaje się, że raper bardzo pragnie pokazać swoją hiphopowość, ale po kilku przesłuchaniach uświadamiamy sobie, że to tylko pozory, a szacunek dla klasyki Aes zawsze przejawiał - ot, chociażby w licznych cutach - i jest to w pełni naturalne. Mało kto zresztą może sobie pozwolić na umieszczenie w numerze telefonicznych propsów od Chucka D - tu ma to miejsce w perfekcyjnym "Lazy Eye". Świetnych tracków znajdziecie tu zresztą aż 15. A że właśnie na tyle utworów składa cała płyta? O czymś to chyba świadczy, prawda?