Quantcast

Bartosz Kruczyński - Baltic Beat

Ten kto śledzi muzyczną przygodę Bartosza Kruczyńskiego, wie że jest to jedna z najbardziej kreatywnych postaci, które pojawiły się w polskiej muzyce w ostatnich latach.

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Wyobraźcie sobie sytuację, w której to wasz ulubiony muzyk jest jednym z tych osobników, którzy to bezproblemowo odnajdują się w wielu gatunkach, nagrywają coraz to lepsze płyty i wydaje się, że ciągle im mało. I nie, wcale nie mam na myśli nieodżałowanego Franka Zappy.

Pamiętacie co się działo w polskiej muzyce w tamtym roku? Dużo, bardzo dużo, tym bardziej że rocznik 2015 był jednym z najlepszych w ostatnich latach. Dla przykładu: zapewne polubiliście "Przelot" Ptaków, który był jedną z najbardziej chwytliwych ubiegłorocznych produkcji nie tylko w Polsce, ale i na świecie? A co powiecie na "LP2" The Phantoma, które w stosunku do poprzednika trochę zaskoczyło stylistyką i obranym kierunkiem? Nie zapominajmy jeszcze o niedocenionym i niesłusznie pomijanym "Ocean EP" z wybitnym tytułowym utworem oraz niewiele mu ustępującym "Punktem". A "Europa", która pojawiła się na "Schleißen"? Tym razem przychodzi pora na eksplorację rejonów będących miksem wszystkiego tego, co było u Kruczyńskiego nie tylko w minionym roku, ale i przez wszystkie lata kariery. Ponownie mu się udało.

Ten kto śledzi muzyczną przygodę Bartosza Kruczyńskiego, wie że jest to jedna z najbardziej kreatywnych postaci, które pojawiły się w polskiej muzyce w ostatnich latach. Znajdźcie drugiego takiego muzyka, który bardzo dobrze potrafi się odnaleźć w deep house’owej estetyce jak i skutecznie oraz bezboleśnie romansować z new age oraz ambientem. To co, zaryzykujemy i napiszemy, że mamy do czynienia z jednym z najlepszych obecnie producentów na świecie? Wcale nie wydaje się to być przesadą, zwłaszcza że nowe dzieło - "Baltic Beat" - ponownie imponuje i dyskretnie przypomina o jego początkach puszczając oczko w stronę "MC1" oraz muzyki, którą się inspirował.


Polub fanpage Noisey Polska, żeby nie przegapić żadnej ważnej informacji związanej z polską muzyką



Minimalistyczne i ambientowe kompozycje zawarte na nowej płycie mogą tylko z pozoru wydawać się oszczędne, jednak da się tu i ówdzie usłyszeć… dźwięki natury, które idealnie korespondują z bogatym instrumentarium. Przykład? Chociażby śpiew ptaków w "Parco Degli Acquedotti" ubarwiający tło przygotowane przez delikatnie pulsujący beat mieszający się z gitarą i pianinem, które na przemian wychodzą na pierwszy plan. Nie inaczej jest z mocno inspirowanym Tangerine Dream oraz berlińską szkołą kawałkiem tytułowym, który z wszystkich pięciu zebranych tutaj utworów jest najdłuższy i zajmuje całą pierwszą stronę winyla. To właśnie on "oferuje" zdecydowanie najwięcej, jest w pewnym sensie wizytówką całego albumu oraz doskonałym wstępem do atrakcji na drugiej stronie płyty.

A co oferuje druga strona? Oprócz romantycznego i wspomnianego już wcześniej "Parco Degli Acquedotti", można tu dostrzec naturalną pod pewnymi względami kontynuację "Europy", czyli "Post Tenebras Lux" oraz mocno balearyczny akcent - "Supplement 1" wraz ze swoją drugą częścią, która spokojnym pianinem i kończy cały album.

Wiecie jednak co być może w tym wszystkim jest najciekawsze? Może się to wydawać błahe, ale Kruczyńskiemu ponownie udało się skomponować muzykę, która idealnie koresponduje z okładką. To są dźwięki do wyciszenia się, zmuszające do refleksji i poszukiwań. Efekty tych ostatnich muzyk niedługo sam zaprezentuje na nowej płycie, która będzie oparta na polskich samplach. Zacieram ręce, a tymczasem wracam relaksować się z "Baltic Beat".


Bartosz Kruczyński - Baltic Beat, Growing Bin Records, 2016