Julio Bashmore - Knockin' Boots

W tym momencie "Knockin' Boots" to wyłącznie sympatyczny krążek z kilkoma przebłyskami i zmarnowanym potencjałem.

|
03 września 2015, 10:08am

Z albumami klubowych producentów bywa często tak, że ich zawartość możnaby równie dobrze rozłożyć na dwie - trzy solidne epki na parkiet. Potrzeba stylistycznej wolty, różnorodności bądź ciekawej narracji, żeby sam pomysł albumu wybronić. Czy Julio Bashmore, parkietowy wyjadacz i autor kilku hitów, udźwignął brzemię długogrającego krążka?

"Knockin' Boots" zaczyna się mocno - prosty, disco house'owy bit i energetyczne wokalne sample tytułowego utworu ustawiają ton debiutu Bashmore’a. Właśnie ta energia i skłaniająca się w stronę bujającego disco house'u warstwa instrumentalna sprawiają, że obcowanie z debiutem brytyjskiego producenta jest po prostu przyjemne. Chociaż próżno szukać tutaj hitu na miarę "Battle For Middle You", to jest kilka błyskotliwych utworów, do których warto wracać. Przede wszystkim "Holding On" z Samem Dew na wokalu - numer, który mogliby nagrać Disclosure, gdyby tylko wyrosły im zęby, a palce zeszły z generycznych brzmień. "For Your Love" z Seven Davisem Jr. wypada dużo lepiej niż kooperacja Bashmore'a z albumu sympatycznego wokalisty - dobre wrażenie zostawia szczególnie granie ciszą i przestrzenią.

Niestety, ascetyzm wielu innych kawałków z "Knockin' Boots" sprawia, że ich bardziej naturalnym miejscem byłaby klubowa epka. Nie mówiąc o tym, że niektóre z nich - np. "Bark" czy "What's Mine Is Mine" to leniwe półprodukty, w których nie ma nic sensownego - ani ich brzmienie, ani struktura, ani energia nie stoją na porządnym poziomie. "Umuntu" ratuje Okmalumkoolkat (wokalista z RPA, który porządził na "Boomslangu" i "Sebnzie"), w innym przypadku i ten utwór byłby niesatysfakcjonującym parkietowym odrzutem.

To jest zresztą irytujące - sądząc po dawnej współpracy Bashmore'a z Jessie Ware i takich numerach z płyty, jak "Holding On" czy "Rhythm Of Auld" z J'Danną (kapitalna, elegancka piosenka disco), producenta stać na dostarczanie skończonych, wciągających piosenek. To może kwestia gustu, ale brzmienie albumu również zostawia niedosyt - czasem głośne hi-haty przysłaniają resztę, a całość ma płaski, syntetyczny i zbyt klarowny charakter.

W tym momencie "Knockin' Boots" to wyłącznie sympatyczny krążek z kilkoma przebłyskami i zmarnowanym potencjałem. Julio Bashmore nie miał dobrej serii przed wydaniem krążka i - całkiem słusznie - nawet w soundcloudowych komentarzach (które zazwyczaj są entuzjastyczne) zbierał cięgi za produkcyjne lenistwo ostatnich utworów. Niestety, na debiutanckim albumie nie zmienił się stanowczo i "Knockin' Boots" to dobre odzwierciedlenie jego kariery - kilka hitów i zdecydowanie za dużo niesatysfakcjonujących odrzutów. Dla najjaśniejszych momentów warto po debiut Bashmore'a sięgnąć, ale sam producent powinien przemyśleć swoją etykę pracy. W tym momencie jest jak leniwy, ale bardzo uzdolniony uczeń, który myśli, że kilka przebłysków daje immunitet na ciężką pracę. Nie, Julio, nie daje - wracaj do studia i daj nam więcej numerów w rodzaju "Holding On"!