Quantcast

10 polskich płyt na majówkę

Kilka wolnych, wiosennych dni to doskonała okazja, by posłuchać w spokoju dobrej muzyki. Wybraliśmy dla was najlepszą.

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Majówka wydaje się być pięknym okresem, pod warunkiem że nie pada deszcz i jest jeszcze możliwość spędzenia jej z wyjątkowymi ludźmi. Postanowiliśmy wybrać 10 polskich płyt, żeby długi weekend był jednym z lepszych w tym roku. Rozstrzał stylistyczny jest, ale najważniejsza jest jakość.

Każdy z nas czeka na majówkę i każdy z nas spędzi ją na swój sposób. Muzyka zawsze będzie grana w tym okresie, niezależnie od sytuacji i miejsca. My na pewno ją spędzimy przy dźwiękach stworzonych przez kilkunastu nieszablonowych artystów.

1. Ortega Cartel "Lavorama"

Mówcie co chcecie, chociaż i tak wiem co powiecie. Nikt nie zaprzeczy, że jest to jedna z "najjaśniejszych" polskich płyt w ogóle. Takich, przy których czas w dziwny sposób zwalnia. Klasyk nad klasyki polskiego rapu i jeden z tych albumów, które mają w sobie więcej słońca od tego, które można spotkać na jakiś rajskich plażach opętanych przez turystów. Tutaj wszystko jest wyśmienite, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że człowiek naprawdę odpływa w rytm kolejnych kawałków z "Lavoramy". Z wielkim urokiem, który jest przede wszystkim kulminacją talentu Patr00. Nie da się wyróżnić highlightu, ale jeśli już mam wybierać to stawiam na kawałek z gościnnym udziałem Tedego, który jest po prostu wybitny.


2. The Phantom "LP 1"

Cieszy mnie to, że jednym z najlepszych obecnie producentów na świecie jest Polak – Bartosz Kruczyński, czyli The Phantom. "LP 1" jest prawdopodobnie jego największym i najważniejszym dziełem oraz idealnym tłem do spędzania majowego weekendu w… Warszawie. Ta płyta to jeden wielki hołd dla polskiej stolicy budzącej się z zimowego letargu i powoli pukającej w cieplejsze dni. Fantastyczny muzyczny przewodnik będący zarazem jedną z najlepszych polskich produkcji ostatnich lat, a być może nawet tą najlepszą. Że tylko winyl i wersja cyfrowa? W czym problem? House, krautrock, ambient, wszystko.

3. 2cztery7 "Funk - Dla Smaku"

Jedna z trzech zapomnianych już płyt tego zestawienia. Trochę szkoda, bo jak dla mnie "Funk - Dla Smaku" jest idealnym pomostem pomiędzy pierwszymi solowymi dokonaniami Mesa i bezprzypałowością tak rzadko spotykaną u rodzimych MC's na ich własnych płytach. Zaaplikujcie sobie np. "Taakie Panie..." czy "Wiem Co Ci Dać" a poczujecie ten klimat. Nie zapominajcie też o wymiataczu w postaci "Bez Przemęczenia". Beat Scoopa robi tutaj taką robotę, że ho ho!

4. Fisz "Na Wylot"

Wiosenne rzeczy od Fisza? Proszę bardzo: możemy wybierać pomiędzy "Na Wylot" a "Piątek 13". Wygrywa ten pierwszy z prostego powodu: mega, absolutnie mega, singiel "Tajemnica" z Noviką na pokładzie, chociaż ten drugi broni się przecież ślicznym "Nie Bo Nie". Emade wpadł tutaj z być może najlepszymi podkładami w branży, które są idealne na relaksujący chillout. Sprawdza się wszędzie, potwierdzone info, a czas spędzony na majówce może być jeszcze milszy.


5. Silver Rocket "Unhappy Songs"

Nie potrafię tego zrozumieć, jak ludzie mogli zapomnieć już o tej płycie… Przecież tutaj jest tyle wspaniałych piosenek, w których śpiewają m.in. Artur Rojek, Ania Dąbrowska, Karolina Kozak, Tomek Mazowiecki i Kasia Nosowska. Mariusz Szypura jest świetnym kompozytorem i trochę szkoda, że już praktycznie się nie udziela, ponieważ obecnie brakuje tak leniwego i delikatnego grania w polskim wydaniu. A że wydaje się trochę odtwórcze i kopiujące ówczesne trendy z połowy poprzedniej dekady? Bez przesady, wszystko się tu broni i słucha się tego bez żadnego skipowania.

6. Smolik "2"

Każdy tego typu ranking nie miałby racji bytu bez Smolika. Wybór pada na chyba najlepszą jego produkcję, czyli drugi album z 2003 roku. Piękne rozwinięcie formuły poprzednika i wyznaczenie nowych torów dla następnych płyt. Mocarny i nieśmiertelny singiel - "Kremowa Rewolucja" - z gościnnym udziałem Macieja Cieślaka z sopockiej Ścianki jest najjaśniejszym punktem programu. Jako uzupełnienie warto sprawdzić też remixy popełnione m.in. przez Emade, Old Time Radio, Silver Rocket (znowu mu się udało!) i Waco oraz "kremowy" maxisingiel udowadniający, że i w Polsce tego typu wydawnictwa miały kiedyś rację bytu. Więcej jak fajne i miłe.

7. The Car is on Fire "Lake & Flames"

Zupełnie inna od poprzednika i być może najlepsza polska płyta poprzedniej dekady. Tak mówią, a ja się z tym zgodzę. Na "Lake & Flames" jest wszystko, czego oczekuje się od indie rockowego grania. Chwytliwe melodie, dobre teksty i przede wszystkim wyluzowany klimat, który od pierwszych sekund budzi skojarzenia z wiosną i wypadami za miasto.

8. Loco Star "Shelter"

Też zapomniane. Wielka szkoda, bo mało kto tak grał i gra electro pop jak oni. Doskonale zdaję sobie sprawę, że teraz takie dźwięki są maksymalnie modne, ale to trójmiejskie trio było i jest nadal w tym najlepsze. Marsija z ekipą i ze swoim największym dziełem idealnie sprawdzi się w majówkowe dni, a jak nie to ślijcie pretensje na mojego maila, że was okłamałem (celowo go nie podaje, bo i tak nic do mnie nie trafi). Podobno mają wrócić i wcale nie trzeba się obawiać o jakość nowego materiału. Wszystkie trzy były znakomite, ale to właśnie ostatni - "Shelter" - jest całościowo najlepszy.

9. Chango "Mono vs Stereo"

Jeszcze ciepły szczeciński materiał, który jest największym rozstrzałem stylistycznym z wszystkich tu zebranych i być może tym, który oferuje najwięcej wrażeń dla „wprawionych” słuchaczy. Mieszanka funku, jazzu i bluesa zawsze świetnie się sprawdza, więc nie inaczej powinno być tym razem.

10. MOST "The Beginning"

Kolejna świeżynka sprzed kilku dni. Mogłoby się wydawać, że bardziej pasuje na jesienne wieczory, ale to jest mylne wrażenie. Ta kompilacja sprawdza się w każdych warunkach: nieważne czy uskuteczniacie spacer, długą jazdę samochodem, domówkę czy zwykłego majowego grilla. Jedna z wizytówek polskiej elektroniki i doskonały przykład ewolucji Prosto, które nie boi się eksperymentować i powołało do życia własny sublabel. Aha, bym zapomniał. Na imprezie sylwestrowej również się sprawdzi.