Quantcast

Bitamina - Kawalerka

Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Istnieją na tym świecie płyty, których nie wolno słuchać poprzez serwisy streamingowe.

Wskazanie najbardziej oryginalnego polskiego zespołu nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Oczywiście mowa tylko o tych, które powiązane są w pewien magiczny sposób z hip-hopem. Takich akurat próżno szukać w wydawnictwach takiego Instant Classic (Alameda 5 na propsie), które zapewne byłoby liderem pod tym względem.

O płytach z krakowskiego labelu może będzie mi dane napisać kiedy indziej, bo dzisiaj na warsztat biorę Bitaminę i ich "Kawalerkę". Powodów ku temu jest co najmniej kilka, tym bardziej że ostatnie miesiące są dla zespołu nadzwyczaj ciekawe. Może nie aż tak, jak muzyka, którą tworzą, ale ich konsekwencja i zgrabne poruszanie się po gatunkach ciągle imponuje. Takie właśnie jest najnowsze wydawnictwo zespołu - najbardziej przebojowe w ich dorobku, ale zarazem też takie, które wymaga największego skupienia.

Zaczęło się tak niewinnie. Dwanaście lat temu na aktorskim obozie Machulskim skrzyżowały się drogi Amara i Vita. Jakiś czas później dołącza do nich Piotr Sibiński i... powstał zespół, którego oryginalność bije prawie wszystko i wszystkich w tym antymuzycznym państwie. Koleś będący na co dzień aktorem w Niemczech oraz producenci ekologicznego sera i warzyw zaczęli nagrywać płyty, które w obecnych czasach wyróżniają się jedną piekielnie ważną cechą. Słucha się ich w całości. Nie żadnych pojedynczych tracków czy singli. W całości, bo to są niesamowite opowieści ludzi dokładnie takich samych jak ja, ty czy twój kolega.

"Listy Janusza" to był ciężki i trudny temat. Dużo spoken wordu podanego na maksymalnie eksperymentalnych beatach wystawiało słuchacza na próbę. Wokal Piotra Sibińskiego z trudnymi i wielowymiarowymi tekstami wymagał czasu i poświęcenia, żeby zrozumieć wszystkie swoje aspekty. Podobnie było z nagranym przed tamtym materiałem "Placem Zabaw", który na swoją szansę czekał dość długo. Prawie dwa lata "przeleżał" na Bandcampie i ożył dzięki Astigmatic Records, które wydało go na winylu.

W międzyczasie pojawiło się świetne "C", które do słuchaczy dotarło dzięki Kalejdoskop Records. Instrumentalny materiał, zaczynający się numerem opartym na niemenowym samplu z "Kwiatów Ojczystych", w pełni pokazywał hip-hopowy kunszt producencki chłopaków (a w zdecydowanej większości Vita). Nadszedł w końcu czas na nowe dzieło, najlepsze w ich dyskografii.

Kalejdoskop Records idealnie trafił z wydaniem "Kawalerki". Nie dość, że panowie wracają z nowym konceptem, będącym "dorosłą" kontynuacją "Placu Zabaw", to trafili w taki moment, w którym to Vito, Amar i Piotr Sibiński są na ustach fanów ambitnego undergroundu bez jakiegokolwiek podziału na gatunki. To właśnie tutaj jest największy przekrój stylistyczny z wszystkich ich dotychczasowych płyt i przy okazji "Kawalerka" muzycznie wyprzedza poprzedników o kilka długości.

Jest trochę dźwięków inspirowanych Brainfeederem ("Ciekawe Miejsce" spokojnie mógłby napisać Thundercat na spółę np. z Karriemem Rigginsem), ale nie w takim stopniu jak na poprzednich dwóch płytach. Jest też trochę hip-hopu lat 90., ale bez oklepanych i doskonale znanych sampli. Jest funkujący groove ("Pornosy"), jazz z mocną sekcją znany z "C" w postaci "Lustra i Golenia Twarzy" oraz delikatny indie rockowy wymiatacz w singlowym "Domu". Może i eksperymentalnie, ale jakże melodyjnie, stylowo i radiowo.

Muzyka będąca zbiorem wszystkich inspiracji jest świetna i nie inaczej jest z tekstami. Można nawet stwierdzić, że jest jeszcze lepiej, bo to właśnie one stanowią o głównej sile materiału. Już dawno nie było takiej płyty (pewno od czasów "Za Młodzi Na Heroda" Rasmentalismu), z którą niemalże w stu procentach może identyfikować się każdy 30-latek.

"Nie pytaj czy pamiętam o podatku / Dbam o to, by nie pozostawić spadku" to jeden z wersów, które najlepiej oddają klimat "Kawalerki" - opowieści z nowego mieszkania Mateusza o wchodzeniu w dorosłość, radzeniu sobie w nowych realiach oraz konfrontacji z nowymi problemami. Te stare, jak używki czy sprowadzanie dziwnego towarzystwa, odchodzą do lamusa. Przychodzą nowe: podatki, miłość, nieznane perspektywy i obawa. Wyjątkowości temu wszystkiemu dodaje wokal Vita. Rapu jest tutaj tyle co na lekarstwo, aczkolwiek da się znaleźć techniki składania wersów żywcem wzięte od rasowych MC's. Niech za przykład posłuży niepokojące i ujmujące "Niezmiernie Wysoko".

Czy to przeszkadza, że Bitamina, teoretycznie alternatywny zespół, nagrała tak przebojową płytę? Nie, bo te 17 m2 historii o wchodzeniu w dorosłe życie jest najmocniejszym odzwierciedleniem nas samych. Najlepszy w tej chwili polski zespół. Lepszego podsumowania nie potrafię napisać.

PS
Kupcie lepiej CD lub poczekajcie na winyl, bo w serwisach streamingowych póki co nie znajdziecie całej płyty.